Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 43

Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 43

W Krakowie trwa tygodniowe literackie szaleństwo. Niezwykle inspirujące, ale dla tych, którzy nie lubią tłumów czasem i męczące. A co jeszcze ciekawego pojawiło się w tym tygodniu w okolicy książek?
  • Etgar Keret przedstawia Stany Zjednoczone pod rządami Donalda Trumpa. Dystopia czy już rzeczywistość?
  • Kolejna odsłona w dyskusji o Szekspirze: czy Marlowe mu pomagał, czy nie? I czy to ma jakiekolwiek znaczenie?
  • Osobista biblioteka Philipa Rotha trafi ... do biblioteki. Zbiory pisarza zostaną zgromadzone w pomieszczeniu specjalnie do tego zaprojektowanym.
  • We Frankfurcie skończyły się targi książki, ogłoszono więc czym prędzej, że za rok honorowym gościem będzie Francja

Zdjęcie tygodnia: Biblioteka Publiczna w Sztokholmie.
Źródło: dressingtheair.com



Beksińscy. Portret podwójny, Magdalena Grzebałkowska

Beksińscy. Portret podwójny, Magdalena Grzebałkowska

Beksiński jest tak charakterystycznym artystą, że nie mogłam tego wpisu zilustrować dziełami kogoś innego, "Strefa II", lata 50-te.
Na ostatnim spotkaniu z cyklu „Czytaj nie czekaj. Awantury o książki” Sylwia Chutnik nawiązując do sposobu w jaki powstawała „Lalka” Bolesława Prusa (cotygodniowe odcinki publikowane w gazecie) powiedziała, że osoby zmuszone do regularnego pisania tekstów często noszą je ze sobą i do końca nie mogą być pewne, gdzie je zaprowadzą. Okazuje się, że ma to zastosowanie do osób zdecydowanie mniej utalentowanych niż Sylwia Chutnik i Bolesław Prus. Po przeczytaniu książki Magdaleny Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny” nie chciałam pisać recenzji. Co zatem czytacie w tej chwili? Tekst, który powstał jakby sam, przy kuchennym stole, na basenie a ostatnie zdanie wypłynęło w jacuzzi. 

Magdalena Grzebałkowska wykonała tytaniczną pracę przy pisaniu tej książki. Gdy patrzę na przypisy, nie mogę wyjść z podziwu nad tym, ile czasu musiała spędzić czytając korespondencję Beksińskich, ile energii musiała włożyć w spotkania z osobami, które ich znały, ile siły i delikatności użyć, by przekonać do rozmowy i udostępnienia materiałów. A przecież nie są to tylko listy, które obaj, Zdzisław i Tomasz, pisali są to też listy Zofii, pamiętnik foniczny i wideo całej rodziny. Są to także programy telewizyjne i radiowe, wywiady udzielone mediom, audycje radiowe młodszego Beksińskiego. Grzebałkowska musiała to wszystko przeczytać, przesłuchać i obejrzeć, przeanalizować i złożyć tak, by przekazać czytelnikowi spójną historię. Zresztą trochę wbrew tytułowi nie jest to tylko portret panów Beksińskich. Choć bez wątpienia grają oni pierwsze skrzypce, książka byłaby niepełna bez Zofii (żony i matki) oraz babć, zwłaszcza babci Beksińskiej. Mogłoby się wydawać, że dzięki swoistemu ekshibicjonizmowi Zdzisława (nawet znajomi narzekali jak długie listy potrafił pisać), kompulsywnej konieczności opisywania najzwyklejszych szczegółów codziennego życia, Magdalena Grzebałkowska miała ułatwione zadanie. Nic bardziej mylnego. Bo z natłoku informacji co Beksińscy jedli, gdzie pojechali i z kim rozmawiali, musiała wyłuskać rzeczy istotne i warte przekazania czytelnikowi. O tym, jak trudno pracuje się reporterowi w takich warunkach i jak przytłaczająca może być ilość informacji pisał też Cezary Łazarewicz w książce o sprawie Grzegorza Przemyka

 Nie jestem fanką malarstwa Beksińskiego, zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie jego fotografie, "Kompozycja", lata 50-te.
Tym większy podziw wzbudza obiektywność z jaką autorka podeszła do rodziny Beksińskich. Nie ma w tej książce taniej psychologii czy nachalnych prób tłumaczenia zawiłych stosunków rodzinnych i samobójczej śmierci Tomka. Owszem, są drobne wskazówki, lekko zarysowane hipotezy, ale tak delikatne i wycofane, że pozostawiają czytelnikowi dużą swobodę interpretacji (a te potrafią być przeróżne). Przede wszystkim jednak świadczą o ogromnym szacunku i wyczuciu autorki. Opinia publiczna wydała swego czasu wyrok na rodzinę Beksińskich, tymczasem Magdalena Grzebałkowska napisała książkę, którą udowadnia jak niesprawiedliwy mógł być to osąd. 

„Beksińscy” to nie tylko opis skomplikowanych relacji międzyludzkich, lęków i obsesji, zmagań z rzeczywistością, do której nijak się nie przystaje.  To także fantastyczny opis procesu twórczego Zdzisława Beksińskiego, jego  inspiracji i stosunku do dzieł. Nie jest niczym wyjątkowym, że publiczny odbiór obrazów artysty drastycznie rozmija się z jego indywidualnym podejściem czy intencjami. Magdalena Grzebałkowska świetnie to przedstawia. Dodatkowo podkreśla jakim błędem jest nadawanie samemu twórcy cech jego dzieł. Bo jak ktoś, kto maluje tak ponure obrazy, może po prostu jeść banalną pizzę czy kurczaka z KFC? Niezwykle ciekawe jest też oddanie realiów czasów, w jakich przyszło żyć Beksińskim: PRLowskiej prowincji jaką był Sanok, możliwości jakie dawało życie w stolicy czy zmianom jakie przyszły wraz z przełomem politycznym. Można też prześledzić dokładnie, jak nudne i mało twórcze potrafi być życie artysty, ile czasu potrzeba na organizowanie i administrowanie, rozmowy, korespondencję, jak ważne są znajomości na rynku sztuki. Podobnie zresztą świetnie przedstawiony jest mechanizm funkcjonowania polskich mediów, zwłaszcza ten z końca XX wieku.

Muszę przyznać, że parę razy zgubiłam się w natłoku informacji. Czasem autorka wspomina o jakimś wydarzeniu dużo wcześniej, a gdy nadchodzi jego właściwy czas nie powtarza ważnych szczegółów, a czytelnik o słabszej pamięci skazany jest na wertowanie kilkuset stron w poszukiwaniu odpowiedniego fragmentu. Podobnie zagubiona czułam się jeżeli chodzi o obrazy. Chociaż książka zawiera liczne reprodukcje wydawało mi się, że nie ma tam wszystkich ważnych opisywanych w tekście dzieł. Szkoda, ale na całe szczęście są to jedynie drobnostki, które nie psują ogólnego wrażenia. 

Jedna rzecz długo nie dawała mi spokoju: jak oceniać książkę, która w większości składa się z cytatów? Oczywiście, że porządne biografie czy reportaże opierają się na wielu źródłach, ale Grzebałkowska zdecydowała się na umieszczenie dokładnych cytatów z listów Beksińskich czy wypowiedzi swoich rozmówców. Czym więc jest ta książka? Rodzajem wielkiego literackiego patchworku? Gigantycznym copy paste’m? Rozmyślałam o tym w domu na głos, na co zareagował Nieślubny: „Wiesz, w muzyce funkcjonują twórcy, którzy nie napisali sami ani jednego dźwięku. Taki DJ xy nagrał kiedyś płytę, która w całości składa się z fragmentów utworów innych. I jest genialna!”.

Czy „Beksińscy. Portret podwójny” to genialna książka? Może. Czy Magdalena Grzebałkowska jest utalentowaną DJką? Na pewno!

Źródło fotografii: culture.pl


Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 42

Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 42

Jesień dla miłośnika książek i literatury to bardzo emocjonująca pora roku. Dzięki temu łatwiej znieść tę okropną szarość za oknem. Miłego czytania!
  • We Frankfurcie odbywają się jedne z najważniejszych targów książki. Szczegółowe relacje, najciekawsze premiery a nawet menu tej imprezy znajdziecie na stronach Frankfurter Allgemeine Zeitung
  • The Guardian spytał się czytelników, jakie są ich ulubione biblioteki w Stanach Zjednoczonych. Artykuł nie tylko dla miłośników "zdjęcia tygodnia". 
  • Sztuka, fałszerstwa, ukryte symbole, kradzieże mogą być wdzięcznym tłem albo wręcz głównym tematem powieści. O związkach literatury i malarstwa możecie przeczytać na stronach The Guardian
  • Zaś na blogu LA Review of Books artykuł dlaczego Republika Francuska ma obsesję na punkcie kobiecych ubrań? 
  • Sympatycy twórczości Tove Jansson powinni rozważyć wizytę w Londynie. W galerii Dulwich do końca stycznia będzie można podziwiać jej liczne prace: rysunki, autoportrety czy pejzaże.

Zdjęcie tygodnia: Niemiecka Biblioteka Narodowa, Frankfurt nad Menem.
Źródło: goethe.de



Serce, Radka Franczak

Serce, Radka Franczak

Edward Weston, Akt, 1936 r.

Debiutancka powieść Radki Franczak, absolwentki łódzkiej filmówki, fotografki i reżyserki filmów dokumentalnych,  to całkiem dobra lektura. Główną bohaterką jest młoda dziewczyna, Wika, która wraz ze swoim chłopakiem wyrusza autostopem do Szwajcarii. Tam przede wszystkim zarabiają na studia i planowane wesele. Historia brzmi dla wielu trzydziestolatków znajomo, bo nawet jeżeli sami nie wyjechali za pracą, zrobił to pewnie ktoś z ich bliskich czy znajomych. I czytając „Serce” miałam wrażenie, że słucham opowieści koleżanki. Urzekającej prostotą, trochę takiej współczesnej powieści drogi, ale bez wyjątkowych, zapierających dech w piersiach przygód. Niestety czasami wkradała się do niej banalność, uproszczenia czy wręcz cytaty ze złotych myśli. 

Bardzo w tej powieści podoba mi się uwaga poświęcana kobietom. To one grają w niej pierwsze skrzypce: Wika, główna bohaterka, dla której Szwajcaria jest nie tylko podróżą w dal, ale też i w głąb siebie, jej matka, ciotka i siostra, a także starsze Robin i Shirley,  którymi opiekuje się podczas pobytu zagranicą. 

„Któregoś dnia, po południu, na stację wjechał, trąbiąc jak na wesele, czerwony mercedes, stary, długi van. Wysiadły z niego kobiety.
Wszystkie cztery były około osiemdziesiątki, miały długie, rozpuszczone włosy, w które powtykały różne tasiemki, kwiaty, opaski. Szły na bosaka, w wielobarwnych sukienkach, cienkich spodniach, spódnicach, zlewając się w jeden powiewający lekkością kolorowy obraz. Pokrzykiwały i machały do ludzi na stacji, witając się, jakby przybyły do swoich bliskich, głośnym śmiechem, żywotnością, wigorem odmieniając na chwilę to nijakie miejsce. (...)
Stałam i patrzyłam na nie. Wdychałam każdy ich ruch. Jeszcze w życiu nie widziałam tak pięknych starych kobiet. Nasze były raczej zawiedzione, raczej niezadowolone, surowe. Musiały odczuwać siebie jako rzeczy, stare rzeczy, których już nikt nie chce. (...)
Stare kobiety, które tutaj widziałam, były siłą, jak burza i wiatr, i słońce. Wydawało się, że potrafią być delikatne i zarazem mocne, że cieszą się tą chwilą bez oporów znacznie bardziej niż ja. Niż my. Nie ośmieszały ich wstążki, kolorowe ubrania (...)”

Radka Franczak świetnie też opisała odkrywanie przez Wikę cielesności, a właściwie ciała, swojego i cudzego. I to nie tylko w chwilach zachwytu, jak ta cytowana powyżej, ale też wtedy gdy ciało staje się ciężarem, przestajemy nad nim panować, gdy jest pomarszczone i brzydko pachnie. 

Jest też w tej książce z jednej strony podziw dla Zachodniej Europy, bogactwa i przepychu, tak charakterystyczny dla lat 90-tych. Z drugiej ukryta krytyka konsumpcjonizmu, manii posiadania przedmiotów bez znaczenia, i to wciąż nowych, które w zastraszającym tempie zasilają góry śmieci.

Wika nie jest niesamowitą literacką bohaterką i nie wiem czy ta książka przetrwa próbę czasu, ale dla kilku świetnych fragmentów warto ją przeczytać.  

Źródło zdjęcia: wsimag.com
Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 41

Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 41

Wybaczcie mi to karygodne opóźnienie w prasówce, ale pochłonęło mnie życie poza internetem i bez komputera. Nie przedłużając oto kolejna porcja ciekawostek literackich.
  • Na Literary Hub opowieść o człowieku, który już w XVIII w. wymyślił tanie księgarnie. 
  • Salvador Dali napisał z żoną książkę kucharską. Będzie bestsellerem nadchodzącego Bożego Narodzenia. 
  • Jeżeli chcecie się porządnie rozerwać proponuję Wam quiz. Czy rozpoznacie autora po jego odręcznym piśmie?
  • Frankfurter Allgemeine Zeitung zastanawia się dlaczego to głównie mężczyźni są nominowani i wygrywają nagrody literackie, chociażby Deutscher Buchpreis.

Zdjęcie tygodnia Biblioteka Publiczna w Denver, filia.
Źródło: slantinteriors.com
Copyright © 2016 Niekoniecznie Papierowe , Blogger