Nie umiem w tagi czyli pierwsza połowa 2019 r.

Nie umiem w tagi czyli pierwsza połowa 2019 r.

Koniec z tym ociąganiem się i wymówkami. Najwyższy czas na podsumowanie pierwszej połowy 2019 r. Nie wybrałam książki najlepszej, ale mam na liście kilka pozycji, na które warto zwrócić uwagę. Czasem, żeby ich nie czytać. Nie umiem w różne tagi i tym podobne, więc wybrałam to, co mi odpowiada. 😉 Zaczynamy!


Książka, która mnie uszczęśliwiła to „Federer and me: A story of obsession”. Autorem jest brytyjski dziennikarz William Skidelsky, który opisał w niej swoją fascynację najwybitniejszym tenisistą wszechczasów. To nie jest najlepsza sportowa historia, jaką czytałam („Open” Agassiego jeszcze nic nie przebiło), ma potwornie nudne i zbędne fragmenty: jako fankę Rogera bardziej mnie interesuje tenis i gra zawodników niż życiowe wybory autora. Niemniej jednak, pod koniec czerwca, tuż przed rozpoczęciem Wimbledonu, to była lektura, której potrzebowałam. Czasem się śmiałam, czasem irytowałam, ale w sumie fajnie było poczytać o tym, że niektórzy są jeszcze większymi wariatami. No co... czytanie to też rozrywka!

Pozostając w pozytywnym i romantycznym nastroju kolejna kategoria to książkowy crush i o dziwo jest to „Germinal” Emila Zoli. Kto zagląda często na mojego Instagrama, wie, że ta książka przyczyniła się do potężnego kryzysu czytelniczego. Sama się sobie dziwię, a może i nie (kto się czubi, ten się lubi), ale natężenie przemocy i seksu było w pewien pokręcony sposób fascynujące. Oczywiście, to powieść o poważnych problemach: ekonomicznych i społecznych, codziennym życiu górników w XIX w., o strajkach, głodzie, ale wiecie... ekonomiści uczą się o tym na studiach.
Przy dwóch książkach płakałam i jak to u mnie bywa to pozycje z kategorii non-fiction. Przejmujący i przerażający zapis wyprawy przez Polskę tuż po zakończeniu wojny „Przez ruiny i zgliszcza. Podróż po stu zgładzonych gminach żydowskich w Polsce” Mordechaja Canina boli i bulwersuje, ogrom żalu i smutku jest prawie nie do zniesienia. A jednak, to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą wiedzieć, jak było. Joanna Ostrowska w swojej książce „Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej” dokonała rzeczy niezwykłych, wyciągnęła z zapomnienia i z ogromną dokładnością, ale i czułością opisała piekło kobiet tamtych czasów. Ponownie, pozycja trudna, ale ważna.
Zmieniając nastrój moim największym książkowym zaskoczeniem była „Jedyna historia” Juliana Barnesa. Prosta, ale niebanalna, opowieść o miłości starszej kobiety i dużo młodszego mężczyzny. Bez szczęśliwego zakończenia za to z intrygującym zabiegiem zmiany sposobu narracji wraz ze zmianami w związku dwojga bohaterów. Porządna porcja rozrywki. Moje zaskoczenie jest tym większe, że egzamin zdała w formie audiobooka (czytał Jerzy Schejbal).
Niestety kolejne dwie książki też mnie zdumiały. Moimi największymi rozczarowaniami są „Feinweinblein” Weroniki Murek i „Psy ras drobnych” Olgi Hund. Jako wielka fanka pierwszego opowiadania ze zbioru „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” przeżyłam srogi zawód dramatami. Trzy sztuki Murek są nieczytalne. Nie da się tego czytać samemu, po cichu ani na głos (hm... czy to się da w ogóle wystawić na scenie?) wypowiedzi bohaterów zredukowane są do granic możliwości przez co tracą nie tylko sens, ale i rytm. Z tą oszczędnością kontrastuje naszpikowanie odniesieniami do historii Polski, literatury czy dramatu. Na myśl przychodzą wielkie nazwiska i w recenzjach znajdziecie wyliczanki od Gombrowicza, przez Mrożka, Ionesco po Becketta i Wyspiańskiego. Tak, jest absurd, groteska, trafne obserwacje, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że te teksty nie niosą ze sobą żadnego głębszego przesłania. Szkoda, bo naprawdę liczyłam, że Weronika Murek zda test drugiej książki. Jeżeli chodzi o „Psy ras drobnych” to dziwią mnie liczne nominacje i nagrody. To dobry tekst, pełen błyskotliwych zwrotów i anegdotek ze szpitala psychiatrycznego luźno ze sobą powiązanych, bez żadnych głębiej zarysowanych postaci czy sytuacji. Ot, taka przyzwoita wprawka. Za mało na pełnoprawny tekst. 
Zbliżamy się powoli do końca a jako przedostatni punkt przedstawię Wam nowego autora, którego dla siebie odkryłam: Alessandro Baricco. Nie sięgnęłabym po jego książki, gdyby nie Big Book Festival. Na pierwszy ogień poszedł cieniutki „Jedwab” prosta historia o zdradzie i miłości, niezwykle zgrabnie i dobrze opowiedziania. Bo Baricco potrafi opowiadać! Trzeba było go usłyszeć na żywo na spotkaniu BBF, by zrozumieć jak pięknie czaruje słowami. Druga w kolejności lektura nie przekonała mnie już tak bardzo, zbyt udziwniona narracja (w tym roku zdecydowanie preferuję proste historie) z trochę naciąganą myślą przewodnią. Mam wrażenie, że były to jedynie sprytne wybiegi, by po prostu napisać dużo o seksie. Hm, ale znowu Baricco fajnie opowiada, więc wybaczam niedociągnięcia, a kolejne książki wpisuję na listę do przeczytania.
I na sam koniec kategoria zupełnie nie w moim stylu, bo jakoś bardziej w książkach pociąga mnie ciekawa fabuła niż bohaterowie. Jednak bohaterka komiksu Alison Bechdel „Fun home” to postać wyjątkowa, więc na ulubioną bohaterkę pierwszej połowy 2019 r. się nada. Alison szczerze opowiada historię swojej rodziny, trudnych relacji i poszukiwania własnej tożsamości. Ani przez chwilę nie ma łatwo, jednak bije ze stron tego komiksu jakaś siła i wyważony optymizm.
Mam nadzieję, że zestawienie Wam się podobało. Koniecznie dajcie znać jakie byłyby Wasze typy.
Pod Mocnym Aniołem, Jerzy Pilch

Pod Mocnym Aniołem, Jerzy Pilch

Mosty na Wiśle, Edward Dwurnik, 2017 r.

Zastanawiałam się czy na pewno pisać tekst o powieści Jerzego Pilcha. Czasem po prostu ani lektura nie jest wyjątkowa, ani refleksje po niej zbyt odkrywcze. Dodatkowo mam na pieńku z tą książką. Dostała nagrodę Nike w roku, w którym nominowana była "Eine kleine" Artura Daniela Liskowackiego, powieść z najpiękniejszym opisem Szczecina w literaturze polskiej. Odkładając jednak fochy na bok, zebrałam garść wrażeń z lektury w dość krótki tekst. A wszystko to przez Asię z Jednego Akapitu, razem z którą będziemy się teraz pastwić bądź jedynie wzruszać ramionami.

Nigdy wcześniej nie czytałam dłuższego tekstu Jerzego Pilcha. Znam jedynie jego felietony z "Polityki" pełne piłki nożnej, ale też i błyskotliwego humoru. I tu nie zawiodła mnie powieść. "Pod Mocnym Aniołem" jest inteligentne, sporo tu odwołań do literatury, pisania i czytania książek, ale też bystrego dowcipu. Pozytywnie zaskoczył mnie też język powieści, styl Pilcha, sposób budowania zdań i opisy anegdotek tworzą bogatą, czasem trochę egzaltowaną, ale bardzo przyjemną całość. A jednak nie do końca wszystko gra.   

Po tygodniu od lektury ciężko mi sobie przypomnieć o co właściwie w tej książce chodzi poza literackim opisem pijaństwa. Czy główny bohater jednak się ratuje i wychodzi z nałogu? Czy udaje mu się to dzięki miłości? Czy jego ukochana w ogóle istnieje? Jakoś to wszystko mocno naciągane. Dodatkowo opisy pijackich ciągów i delirycznych zjazdów dość szybko stały się męczące.

Zastanawiam się czy to nie jest pisarz dla mnie, czy może trzeba sięgnąć po inną jego książkę?

Koniecznie sprawdźcie, co o tym wszystkim sądzi Asia i dajcie znać co myślicie. A żeby dyskusja odbywała się w jednym miejscu, może zrobimy to u niej na blogu? ;)

#czytajmyrazem2019 


Źródło ilustracji: desa.pl
Moja filozofia (nie)blogowania

Moja filozofia (nie)blogowania


Już prawie trzy lata minęły od pierwszego koślawego wpisu na blogu. Zazwyczaj urodziny to wielka okazja do świętowania, podsumowania sukcesów i snucia planów na przyszłość. No cóż... bądźmy szczerzy, wiele do opisania nie mam. Skupię się więc na tej ostatniej części. Rok 2018 okazał się dla mnie bardzo intensywny pod wieloma względami. Gdy minął okres największej zawieruchy, próbowałam sobie ułożyć w głowie, i nie tylko, kilka spraw w tym moje (nie)blogowanie. Materiału do przemyśleń i inspiracji miałam aż pod dostatkiem, czytałam ciekawe teksty (jak zawsze odsyłam do Pyzy), słuchałam, obserwowałam, dyskutowałam. I z tego wszystkiego wymyśliłam, co dalej z Niekoniecznie Papierowymi.

 

BLOG

Nie jestem blogerką. Podziwiam tych, którzy z regularnością i troską o szczegóły publikują teksty, współpracują z wydawnictwami i dbają o to, by polecać Czytelnikom dobre lektury i odradzać złe.  Ja moje miejsce w sieci założyłam przede wszystkim po to, żeby móc dyskutować o książkach. I tu projekt odniósł nadzwyczajny sukces. Nie tylko odkryłam kilka blogów, na których mogę intensywnie dyskutować, ale miałam też zaszczyt poznać ich autorki i autorów. Rozmowy z nimi inspirowały mnie przez trzy lata i mam nadzieję, że będą też w kolejnych.

Niestety gorzej ma się moje pisanie, ale bloga nie zamykam. Jak zauważyliście jego wygląd został lekko odświeżony i pojawiło się logo. Nie wszystkie historyczne wpisy zostały jeszcze dopasowane do nowego formatu, za co Was przepraszam, ale sukcesywnie przeczesuję archiwum i dokonuję poprawek. Blog zatem zostaje i będzie platformą, z której będę korzystać nieregularnie, wtedy gdy zajdzie potrzeba. Mam nadzieję że głównie przy wielu wspólnych akcjach czytelniczych. A mam ich na 2019 r. zaplanowanych kilka!

Gdzie zatem jestem często?

 

INSTAGRAM

Okazało się, że akurat ten sposób pokazywania i rozmawiania o książkach bardzo przypadł mi do gustu. Nie jestem mistrzem flatlaya, ale też nie o zdjęcia mi najbardziej chodzi. To właśnie dzięki poleceniom na Instagramie odkryłam świetną książkę Luisa Sepulvedy o Patagonii i zainspirowałam kogoś do sięgnięcia po „Eine kleine” Liskowackiego.  Póki co jestem tam regularnie i najczęściej, więc chodźcie i dyskutujmy!

 

FACEBOOK

Z tym panem mam największy problem i najmniej się chyba lubimy. Ciężko jednak z niego zrezygnować, bo jest to zdecydowanie najlepszy sposób na wynajdywanie ciekawych wydarzeń literackich i klubów dyskusyjnych. Przenoszę więc tam zmodyfikowany cykl Prasówki czyli będę Wam polecać ciekawe linki (nie tylko książkowe) i wracam też z cyklem zdjęcie tygodnia, bo oglądanie pięknych bibliotek to czysta przyjemność. Do tego znajdziecie tam krótkie relacje ze spotkań (np. festiwalu Conrada czy rozmów z autorami) i różne dłuższe myśli zbyt krótkie jednak na blogowy wpis. 

Robię to wszystko z nadzieją, że jak najlepiej wykorzystam czas, którym dysponuję i jak najwięcej będę w kontakcie z Wami, Czytelniczkami i Czytelnikami. Bez Was, zaglądających na Facebooka, śledzących mojego Instagrama czy nawet czytających bloga (tzw. Najwytrwalsi), to wszystko byłoby bez sensu. Jeżeli jest coś, co pominęłam, co podobało Wam się szczególnie i wyjątkowo Wam tego brakuje, albo wręcz przeciwnie, coś Was bardzo irytuje, piszcie! 


Źródło zdjęć: unsplash.com, Josh Felise, Neonbrand.
Conrad Festival 2018 - POP rozkład jazdy

Conrad Festival 2018 - POP rozkład jazdy

Planowałam ten wyjazd od dwóch lat! Zaczynałam nieśmiało od wizyty na jeden dzień, właściwie bardziej na Targi Książki, ale spotkania w Muzeum Narodowym z Krisztiną Tóth nie mogłam sobie odpuścić. W zeszłym roku plany pokrzyżował mi wyjazd służbowy, więc z niepokojem czekałam, co przyniesie 2018. Tak, muszę wziać urlop, żeby spędzić baardzo długi weekend w Krakowie, ale ja to lubię! Co prawda do tej pory bywałam raczej na festiwalach muzycznych, ale aż tak bardzo te dwie dziedziny sztuki się nie różnią. 

Gdzie i kiedy będę się szwendać po Krakowie? Poniżej lista, bardzo ambitna, z której pewnie część spotkań wypadnie (kiedyś trzeba jeść!), ale takie już jest życie festiwalowicza... 

Czwartek, 25 października, Populizm

13:00, Pałac Czeczotka - O mistyfikacjach. Kuśmirowski | Palich | Taborska
O ściemie, wkręcaniu, fałszerzach nie tylko w literaturze. 

14:30, Pałac Czeczotka - O konflikcie. Buchalska | Kitsopoulou | Michalopoulou
Dwie greckie pisarki w rozmowie z szefową wydawnictwa o konfliktach małych i dużych, wewnętrznych i zewnętrznych.

16:00, Pałac Czeczotka - O mapach. Barbaruk | Berg | Brooke-Hitching
O jeżdżeniu palcem po mapie i niepohamowanej ludzkiej wyobraźni tworzącej nowe miejsca.

20:00, Pałac Czeczotka - O grzechach z przeszłości. Åsbrink | Zaremba Bielawski
Nie ma świata idealnego, ale czy na pewno uczymy się na błędach z przeszłości. Nie tylko o Szwecji.

Piątek, 26 października, Popkultura 

13:00, Spółdzielnia Ogniwo - Potęga sieci. O wpływie internetu na życie literackie
Jak na każde inne życie...

14:30, Spółdzielnia Ogniow - Czekam na przelew. O finansach w literaturze
Na blogu jest cykl o powieściowych finansach, więc nie mogę się nie wybrać na taką (poważną!) dyskusję.

16:00, Bunkier sztuki - O stanie polskiej popkultury. Cieplak |Witkowski
Bo popkultura nie musi być zła!

18:00, Księgarnia Bonobo - Mity Słowian w wersji POP. Czy w popkulturze istnieje popyt na popularyzację mitologii słowiańskiej?
Ciekawie postawione pytanie i mam nadzieję, że razem z poprzednim spotkaniem stworzy zgrabną całość.

 

Sobota, 27 października, Popłoch

11:00, Księgarnia pod Globusem - Walka o rząd dusz, czyli kto najlepiej poleca książki?
Pytanie retoryczne, ale fajnych blogerów zawsze warto słuchać!

13:30, Pałac Czeczotka - O samobójstwie. Sowiński | Vann
Temat trudny, ale gdzie i kiedy o nim dyskutować, jak nie na festiwalu literatury?

15:00, Antykwariat Abecadło - Wydawczynie. O sile małych oficyn
Jeżeli super babki rozmawiają o fajnym wydawaniu literatury, to lecę!

20:00, Pałac Czeczotka - O wyzysku. Jankowicz | Janowska | Roy
Spotkanie, dla którego tak naprawdę jadę do Krakowa. Uwielbiam Roy i nie mogę się doczekać tej dyskusji.

21:30, Pałac Czeczotka - O wierszach filmowych. Foks | Kornhauser | Nowicka
Wiersze z odniesieniem do kina czyli ciekawe podejście do historii polskiej poezji.


Jak żołnierz gramofon reperował, Saša Stanišić

Jak żołnierz gramofon reperował, Saša Stanišić


Debiutancka powieść Sašy Stanišića to książka niesamowita. Opowieść pełna fantazji i czarnego humoru o dzieciństwie w Bośni, spędzonym wśród licznej rodziny, o Wyszegradzie i o płynącej przez niego rzece Drinie, o wojnie, która ten świat niszczy, przeprowadzce do Niemiec i ponownych odwiedzinach dorosłego już bohatera w kraju narodzin. 

Stanišić napisał „Jak żołnierz gramofon reperował” po niemiecku i choć nie jest to jego język ojczysty (do Niemiec przyjechał razem z rodzicami w wieku czternastu lat), to posługuje się nim w wirtuozerski sposób. Jego styl jest dość specyficzny, momentami przypominający bardziej poemat niż prozę, ale gdy już się do niego przyzwyczaić, porywa i zachwyca. Podobnie jest z nieposkromioną fantazją autora, która sprawia, że czasami ciężko nam za nim nadążyć, ale gdy poddać się jej prądowi, może nas zabrać niczym Drina do samego Wyszegradu. 

Lektury nie ułatwia też brak fabuły, powieść jest właściwie zlepkiem czasem krótkich migawek, czasem epickich opisów (mecz piłkarski podczas zawieszenia broni), brak jej też chronologii, a na domiar złego autor wplata w nią fragmenty przypominające poemat, wiersze czy listy. 

A jednak w tym szaleństwie i chaosie jest metoda. Stanišić stworzył pełną dynamiki powieść o strasznych czasach, z plejadą fascynujących bohaterów, literacką ucztę, której nie można przegapić. 

Jeżeli Was nie przekonałam, to zapewne wina potwornie długiej przerwy w pisaniu recenzji. Zajrzyjcie na Jeden Akapit, bo to dzięki #eurobooktripowi autorki sięgnęłam w końcu po tę cudną książkę.


Wie der Soldat das Grammofon repariert, Saša Stanišić, Monachium 2006. 
Po polsku książkę wydało Wydawnictwo Czarne w 2008 roku w tłumaczeniu Alicji Rosenau.  
Źródło ilustracji: genocidewatch.com
Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 78

Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 78


Kolejny tydzień, kolejna prasówka. Wiosna nie sprzyja siedzeniu przy komputerze, ale mam nadzieję, że znajdziecie chwilę na te kilka interesujących artykułów:
  • Pożyczać czy nie pożyczać? Oto jest pytanie, z którym musi się zmierzyć każdy mol książkowy. Pewna mieszkanka Nowego Jorku przepytała amerykańskich bibliotekarzy (w końcu to specjaliści!) a ich odpowiedzi znajdziecie na stronie Electric Literature
  • The New York Times przepytał James'a Comey'a, byłego dyrektora FBI, jaką książkę kazałby przeczytać obecnemu prezydentowi USA.  
  • Ciekawy artykuł o najstarszej ustnej bibliotece w Australii - i co Bruce Chatwin zrobił źle popularyzując jej historię - na stronach Literary Hub
  • Dla tych, którzy zaglądają tu po newsy w języku niemieckim artykuł z Frankfurter Allgemeine Zeitung o kryzysie w Szwedzkiej Akademii. Ciekawe jak to całe zamieszanie wpłynie na literacką Nagrodę Nobla. 

Biblioteka Narodowa Australii, Canberra
Źródło: expedia.com

Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 77

Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 77



Nie pamiętam, ile mnie tu nie było. A Wy? Mam nadzieję, że z przyjemnością przeczytacie poniższą prasówkę. 

  • Pod koniec 2017 roku (ojej, to już kilka miesięcy temu!) The Guardian opublikował pełną listę 100 najważniejszych książek non-fiction. Próbowałam policzyć, ile z nich przeczytałam... nie ma tego dużo. Niestety. 
  • Na Twitterze pisarz poprosił kobiety, by stworzyły swój opis. Gdyby pisał go mężczyzna. Dziwne? Głupie? A może niezwykle interesujące? Moim zdaniem daje do myślenia.  
  • Zapewne pamiętacie, że lubię czytać książki z kraju, do którego się wybieram. Twórcy aplikacji do nauki języka Babbel poprosili 22 ambasadorów w USA o polecenie jednej ważnej lektury z ich rodzinnych stron. Bardzo inspirujące!
  • Nastoletni wandale zostali skazani na czytanie książek. Co z tego wynikło możecie przeczytać na stronach The New York Times.  
  • Rozliczyliście już swojego PIT-a? Aaaaa wiem, że to okropne pytanie, ale mimo, że pieniądze szczęścia nie dają, to są ważne. Kilka lektur, jak zostać mistrzem zarządzania swoimi finansami poleca The New York Times.  

Biblioteka Narodowa, Sofia, Bułgaria
Źródło: flipfloppeople.com

A może nie jest tak źle czyli program Kawiarni Literackiej na OFF Festivalu 2017 w Katowicach

A może nie jest tak źle czyli program Kawiarni Literackiej na OFF Festivalu 2017 w Katowicach

Pewne tematy powracają w dyskusjach publicznych jak bumerang albo raczej jak pory roku, bo mniej więcej w podobnym okresie. Taką kwestią jest ocena stanu czytelnictwa w Polsce a temperatura rozmów sięga zenitu przy okazji publikacji corocznego raportu Biblioteki Narodowej. Czasem jednak w natłoku smutnych informacji trafia się jedna, która poprawia humor. Ostatnio był to dla mnie program Kawiarni Literackiej na OFF Festivalu 2017.  Moja radość jest ogromna, bo po zeszłorocznej klapie miałam wątpliwości czy uda się uratować to świetne wydarzenie. I kiedy książki i rozmowy o nich znikają z telewizji, radia czy Openera, sierpień w Katowicach napawa optymizmem. 

Poniżej znajdziecie szczegółowy program z wyróżnieniem tych spotkań, na których pojawię się na pewno. Gdybyście mieli ochotę na wspólną kawę, dajcie znać!

Kilka słów od organizatora i kuratorki Sylwii Chutnik:  
Tegoroczna Kawiarnia Literacka będzie nawiązywała do atmosfery czytania w domu. Gdzieś na łóżku lub w wygodnym fotelu. Spokojnie i wbrew natłokowi pracy i codziennej szamotaninie. Motywem przewodnim naszych literackich rozmów jest wspólnota. Na chwilę zawiesimy spory i podziały zastanawiając się, czy jest coś, co nas łączy i sprawia, że możemy powiedzieć: „wszyscy”?

Zapraszamy na debaty i słuchowiska, czyli czytanie książek przez ich autorów i autorki wraz z akompaniamentem muzyków. W trakcie festiwalu zobaczyć będzie można wystawę okładek książek zaproszonych gości, w ramach akcji „Oceń książkę po okładce”. W namiocie Kawiarni znajdować się będzie również księgarnia, gdzie będzie można oddać się najważniejszej czynności na świecie: kompulsywnym zakupom książek.

 

Piątek, 4 sierpnia

17.35-19.35 Wszyscy jesteśmy dziwni
Łatwo nazwać kogoś wariatem, ale co stanie się, kiedy ktoś powie tak o nas? Jakie są normy społeczne i kto zasługuje na miano Innego? Czy można być dumnym dziwakiem i jaka jest cena życia na marginesie. Porozmawiamy z Karoliną Sulej (dziennikarką i kulturoznawczynią, której książka o Coney Island i Paradzie Syren będzie miała premierę za kilka tygodni) i Maciejem Sieńczykiem (rysownikiem, kolekcjonerem i autorem książki „Wśród przyjaciół”). 

Zajrzę na początek, bo potem lecę na koncert. No i zestawienie Karolina Sulej + Sylwia Chutnik nie jest niczym nowym. 

19.35-21.35 Wszyscy boimy się wojny
Wojna już trwa. W krajach ościennych, na Dalekim Wschodzie, za drzwiami. Pytanie, kiedy przyjdzie i do nas – a może już staliśmy się żołnierzami, nie zdając sobie z tego sprawy? O co w takim razie walczymy i czy jest możliwa dezercja? Do tych rozważań zaprosiliśmy Grażynę Plebanek, pisarkę mieszkającą na co dzień w Brukseli i Ziemowita Szczerka, dziennikarza i pisarza odkrywającego meandry wschodnich lądów.

Wpadnę na końcówkę, chyba, że Trupa Trupa nie da rady na Scenie Głównej. 

21.40 Słuchowisko, czyli Michał Witkowski czyta fragmenty nowej książki „Alexis”

Sobota, 5 sierpnia

17.35-19.35 Wszyscy jesteśmy z Lema 
Stanisław Lem odkrył przed nami kosmos, roboty, nowoczesność, która stała się dość szybko czymś oczywistym. Odkrył też człowieka. A w czasie naszej rozmowy Wojciech Orliński odkryje dla nas Lema. Pomoże mu w tym Szymon Kloska, bibliofil, dziennikarz.

Muszę. To chyba jasne? :)

20.00-22.00 Wszyscy płaczemy
Pewnie, że trzeba być człowiekiem sukcesu. Uśmiechniętym i zadowolonym. Jeśli jest nam smutno, to zawsze można łyknąć tabletkę lub iść na terapię. Lub się po prostu rozpłakać.O tym, jak to jest być ostentacyjnie nieszczęśliwym, opowiedzą: Małgorzata Halber, dziennikarka muzyczna i autorka „Najgorszego człowieka na świecie”, Natalia Fiedorczuk-Cieślak, autorka „Jak pokochałam centra handlowe”, wokalistka oraz Robert Rient, autor reportaży o Świadkach Jehowy.

0.05 Słuchowisko Natalii Fiedorczuk-Cieślak, czyli fragmenty  „Jak pokochałam centra handlowe”, przy akompaniamencie żeńskiej zespołu Wilcze Jagody.

Niedziela, 6 sierpnia

17.40-19.40 Wszyscy jesteśmy zwierzętami
Oczy zwrócone w stronę przyrody. Bo najpierw ja zepsuliśmy, a teraz mamy na ten temat refleksję. Tylko czy drzewa i zwierzęta nam wybaczą? O ptakach, wilkach i komarach porozmawiamy ze Stanisławem Łubieńskim, autorem  książki „Dwanaście srok za ogon”.

Po zeszłorocznym sukcesie frekwencyjnym to takie trochę pójście na łatwiznę. Ale wpadnę posłuchać

19.30 Wszyscy lubimy, żeby się coś działo
Proza gatunkowa, przygody i akcja: co łączy starą Warszawę, powieść dla młodzieży i podsłuchiwanie swojego ojca? Opowiedzą nam o tym Julia Szychowiak, poetka, Rafał Kosik, najpopularniejszy autor powieści dla młodzieży i Grzegorz Kalinowski, autor cyklu „Śmierć frajerom”.

21.40 Słuchowisko Szczepana Twardocha przy akompaniamencie Kobiety z Wydm. 

Może zajrzę na chwilę, bo za autorem nie przepadam. 

Partnerem Kawiarni Literackiej na OFFie jest Empik. Materiały ze strony organizatora off-festival.pl
 
Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 76

Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 76

Na koniec długiego weekendu mam dla Was kilka bardzo ciekawych artykułów:
  • W The New York Times znajdziecie odpowiedzi na wiele pytań jaką książkę czytać: w drodze do pracy, podczas wakacji, w klubie miłośników książek o sporcie, itp., itd. 
  • 270 lat temu powstała przepiękna książka o tym, jak mieszać kolory. Zajrzyjcie!
  • I na koniec bardzo interesujący wywiad o poezji, tłumaczeniu i życiu w różnych językach na stronach Los Angeles Review of Books.  

Zdjęcie tygodnia: Biblioteka Centralna Katolickiego Uniwersytetu Północy, Antofagasta, Chile. 
www.archdaily.com

Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 75

Dookoła książek i nie tylko - prasówka nr 75

Dzisiaj dużo ciekawostek ze świata książek!
  • Arundhati Roy jest autorką książki, która wywarła na mnie dawno temu ogromne wrażenie. Dwadzieścia lat po "Bogu małych rzeczy" autorka powraca z nową powieścią. Już się nie mogę doczekać lektury! A więcej informacji znajdziecie zarówno na stronach Frankfurter Allgemeine Zeitung jak i The New York Times
  • Dla tych, którzy nie boją się słowa feminizm, The New York Times poleca (ale też i odradza) kilka ciekawych pozycji. W tym nowy manifest Chimamandy Ngozi Adichie.
  • W Slate znajdziecie esej o tym, czego pewna pisząca matka nauczyła się od autystycznego syna. 
  • A na koniec krótkie animowane podsumowanie, czego możecie się spodziewać po finalistach nominowanych do nagrody International Man Booker.


Zdjęcie tygodnia biblioteka Uniwersytetu Wirginii, Stany Zjednoczone.
fot. Larry Harris, źródło: archdaily.com

W stronę Swanna, Marcel Proust

W stronę Swanna, Marcel Proust

Na pewno znacie to przyjemne uczucie podczas lektury książki, kiedy przestaje Was obchodzić co się dzieje naokoło, kiedy czytane zdania zapierają dech w piersiach a w głowie jedyną myślą, która odrywa od lektury jest pewność, że właśnie obcujecie z arcydziełem. Strasznie patetycznie to brzmi, ale tak właśnie wyglądało moje spotkanie z pierwszym tomem "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta. Nie bójcie się tej powieści. Jest ona otoczona jakąś niezrozumiałą dla mnie legendą niedostępnej, kiedy w rzeczywistości to jest prawdziwa literacka uczta. Warto się za nią zabrać wiosną, kiedy łatwiej zrozumieć zachwyty nad kwitnącymi głogami czy smakiem szparagów. 

Nie wiem, ile jeszcze lat "W stronę Swanna" czekałoby na półce na swoją kolej, gdyby nie Nabokoviada Nai i Pyzy. Tym razem akcja czytania powieści omawianych w wykładach rosyjskiego pisarza cieszyła się ogromną popularnością, bo swoje wrażenia spisały też Olga i Lolanta, a żeby nie było zbyt kobieco o równowagę zadbał Zacofany w Lekturze, który co prawda wpisu nie popełnił, ale bez niego nie byłoby dyskusji w komentarzach. Koniecznie przeczytajcie, co nas tak głęboko poruszyło i dlaczego wszyscy (chyba mogę zrobić takie zbiorowe podsumowanie) zachwycamy się Proustem.  

Dzieło Francuza jest niezwykłe i wyjątkowe z wielu powodów, a jednym z nich jest obecność i znaczenie jakie odgrywa w nim sztuka, w tym oczywiście malarstwo. Proust bardzo często przy jego pomocy opisuje fizyczność i charakter postaci bądź całych scen. Nabokov twierdzi, że za tym zabiegiem stoją dwie racje: "Główna to oczywiście ta, że dla Prousta sztuka jest wyłączną wartą zainteresowania rzeczywistością. Druga racja jest bardziej prywatnej natury: opisując młodych mężczyzn, pisarz ukrywał swą wielką wrażliwość na męską urodę pod maską ogólnie znanych obrazów, opisując zaś młode kobiety, ukrywał pod tymi samymi maskami obrazów swój indyferentyzm wobec kobiet i swą niezdolność opisania ich uroku"(1). Dzięki temu na kartach powieści Proust wymienia podobno ponad stu malarzy tworzących na przestrzeni kilkuset lat. Eric Karpeles stworzył nawet album z obrazami wymienionymi w "W poszukiwaniu straconego czasu", który może być ciekawym uzupełnieniem lektury.

Nie byłabym więc sobą, gdybym nie podzieliła się z Wami moimi ulubionymi malarzami z kart "W stronę Swanna" Prousta.  

 

Jan Vermeer, Toaleta Diany, ok. 1655 r.,  w zbiorach muzeum Mauritshuis w Hadze

"Teraz, kiedy wrócił do swego stiudium o Vermeerze, powinien by się udać na kilka dni przynajmniej do Hagi, do Drezna, do Brunszwiku. Był przekonany, że pewna Toaleta Diany, którą kupił Mauritshuis na wyprzedaży Goldschmidta jako Nikolasa Maes, była w istocie Vermeerem. I byłby chciał móc na miejscu przestiudować ten obraz, by utrwalić swoją pewność"(2).
Źródło: commons.wikimedia.org


Obraz jest uznawany za jedno z dwóch młodzieńczych dzieł holenderskiego malarza i nie przypomina ani tematyką (scena mitologiczna), ani stylem, ani kompozycją tych najbardziej znanych. Proust wplótł w powieść prawdziwą historię. W 1876 r. obraz zakupiono jako dzieło Nikolasa Maesa i dopiero podczas restauracji odkryto sygnaturę Vermeera. Wątpliwości co do autorstwa rozstrzygnięto na początku XX w., chociaż alternatywnych teorii nie brakuje i dziś. Mnie w tym obrazie urzekają kolory, przede wszystkim żółcie i błękity a także wyjątkowa miękkość, jakby nałożony filtr fotograficzny łagodzący kontury. To dzięki tym elementom mogę uwierzyć, że to obraz Vermeera van Delft.

 

Charles Gleyre, Wieczór (Stracone złudzenia), 1843 r., w zbiorach Muzeum Orsay w Paryżu

"Czasami przez popołudniowe niebo przechodził księżyc, biały jak chmura, dyskretny, bez blasku, niby aktorka, która nie gra w tej chwili i która w zwykłej sukni patrzy z loży przez chwilę na swoich kolegów, chowając się w cień, nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Lubiłem odnajdywać jego wizerunek na obrazkach i w książkach, ale – przynajmniej w pierwszych latach, zanim Bloch przyzwyczaił moje oczy i myśli do subtelniejszych harmonii – owe dzieła sztuki były bardzo różne od tych, w których księżyc wydawałby mi się piękny dziś, a w których nie byłbym go poznał wówczas. Była to na przykład jakaś powieść Saintine’a, jakiś pejzaż Gleyre’a, gdzie księżyc rysuje wyraźnie na niebie srebrny sierp, owe dzieła – jak moje własne ówczesne wrażenia – naiwne i niepełne. Gust mój ówczesny gorszył siostry mojej babki"(3).
Źródło: commons.wikimedia.org

Jak widzicie Proust nie opisuje dokładnie tego obrazu Gleyre’a. Francuski malarz, którego uznaje się za przedstawiciela akademizmu, zwłaszcza w swojej późniejszej twórczości dość często malował krajobrazy. Szczególnie upodobał sobie je w momentach zmiany o świcie bądź zmierzchu. Pośród wielu dzieł to właśnie w "Wieczorze" księżyc ma kształt sierpu.

 

Sandro Botticelli, Życie Mojżesza (albo Próby Mojżesza), 1481-1482, fresk w Kaplicy Sykstyńskiej w Rzymie

"Albo też patrzała na niego chmurnym wzrokiem, wówczas Swann oglądał twarz godną znaleźć się w "Życiu Mojżesza" Botticellego; przenosił ją tam, dawał szyi Odety właściwe nachylenie i kiedy ją tak całkiem namalował temperą w XV wieku na ścianach Sykstyny, myśl, że ona mimo to jest tu, przy fortepianie, teraz, że ją można całować i mieć, idea jej materialności i jej życia upajała go z taką siłą, że z błędnym wzrokiem, z żarłocznie napiętymi szczękami rzucał się na tę dziewicę Botticellego i zaczynał ją szczypać w policzki"(4).
Źródło: commons.wikimedia.org

Sandro Botticelli to jeden z malarzy szkoły florenckiej, bardziej znany dziś niż kilkaset lat temu. Przez prawie 300 lat mało kto pamiętał o tym włoskim lokalnym artyście, do czasu, gdy jego obrazy w połowie XIX w. dotarły do Anglii. "Wiosna" i "Narodziny Wenus" Botticellego weszły na stałe do kanonu światowego malarstwa, a wyidealizowany obraz kobiety stał się dla wielu wzorem piękna. Jest to tym ciekawsze, że gdy przypatrzeć się uważnie można dostrzeć zaburzone proporcje ciała, nienaturalnie smukłe ręce, zbyt opadające ramiona i wydłużone szyje. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, nie można odmówić postaciom kobiecym Botticellego wdzięku. Swann kilkakrotnie porównuje do nich Odetę: do Wenus, Wiosny ale i Madonny, zwłaszcza gdy na jej twarzy króluje smutek i zmęczenie. Czyż jej postać nie jest właśnie nierealną, idealną kobietą, której urokowi nie można się oprzeć?

Na specjalne życzenie Zacofanego w Lekturze zbliżenie kobiety przy studni czyli Odeta jak żywa,  źródło: commons.wikimedia.org

 

Giotto, Miłosierdzie, 1303-1305,  jeden z fresków w kaplicy Scrovegnich w Padwie

"W roku, w którym jedliśmy tyle szparagów, dziewczyna obowiązana z urzędu skrobać je była to biedna, chorowita istota, dość daleko posunięta w ciąży, w chwili gdyśmy przybyli na Wielkanoc; dziwiono się nawet, że Franciszka pozwala jej tyle latać z posyłkami i tyle robić, zaczynała bowiem z trudem dźwigać przed sobą tajemniczy koszyk, z każdym dniem pełniejszy, którego dostojne kształty odgadywało się pod obszernym kaftanem. Kaftan ten przypominał opończe okrywające niektóre symboliczne figury Giotta, których pan Swann dał mi fotografie. To on zwrócił naszą uwagę na to i kiedy nas pytał o zdrowie pomywaczki, mówił: "Jak się miewa Caritas Giotta?"

Zresztą i ona sama, biedna dziewczyna, spulchniona przez ciążę aż do twarzy, aż do policzków, które zwisały proste i kwadratowe, dosyć była w istocie podobna do owych tęgich i męskich dziewic, raczej matron, w które cnoty upostaciowały się w Arenie. I zdaję sobie sprawę obecnie, że owe Cnoty i Przywary padewskie były do niej podobne jeszcze na inny sposób. Tak samo jak obraz tej dziewczyny urósł przez dodatkowy symbol, który nosiła przed swoim brzuchem – nie wyglądając na to, aby zrozumiała jego sens, i w niczym nie odbijając na swojej twarzy piękności i ducha tego symbolu – niby zwykłe i uciążliwe brzemię, tak samo, nie zdając się podejrzewać tego, potężna chłopka, przedstawiona w Arenie pod mianem Miłosierdzia, której reprodukcja wisiała w moim pokoju szkolnym w Combray, ucieleśnia tę cnotę, mimo iż żadne pojęcie miłosierdzia nie mogłoby się wyrazić w jej energicznej i pospolitej twarzy. Piękna myśl malarza każe jej deptać skarby ziemi, ale absolutnie tak, jakby deptała winogrona, aby z nich wycisnąć sok, lub raczej jakby wstąpiła na worki, aby wspiąć się wyżej; ofiarowuje Bogu swoje płomienne serce, a raczej, powiedzmy, podaje mu je tak, jak kucharka podaje korkociąg przez okienko z sutereny komuś, kto go zażąda z okna na parterze. (...)

Mimo całego podziwu, jaki Swann głosił dla tych figur Giotta, długo nie znajdowałem żadnej przyjemności w oglądaniu ich w naszym pokoju szkolnym, gdzie zawieszono kopie, które mi przywiózł, owo Miłosierdzie bez miłosierdzia (...). Ale później zrozumiałem, że porywająca dziwność, że swoiste piękno tych fesków wypływają z wielkiej roli, jaką gra w nich symbol; a to, że jest przedstawiony nie jako symbol (skoro nie wyraża usymbolizowanej myśli), ale jako rzeczywistość, jako coś w istocie doznanego lub traktowanego materialnie, dawało dziełu coś dosłowniejszego, ściślejszego, czyniło jego naukę konkretniejszą, wymowniejszą"(5).
Źródło: wikiart.org/en/giotto
Giotto jest jednym z najczęściej wymienianych malarzy w "W stronę Swanna". Pojawia się już na samym początku powieści ale także i na końcu. Powiecie, że to przede wszystkim dlatego, że jedna z bohaterek (pomywaczka) określana jest mianem "Caritas Giotta". W tym uwielbieniu geniuszu włoskiego malarza kryje się jednak coś więcej. Włosi uważali, że od niego zaczynała się kolejna era w malarstwie. Giotto nie tylko odkrył na nowo, jak na płaszczyźnie oddać iluzję przestrzeni. Zupełnie inaczej podchodził do przedstawiania scen niż jego poprzednicy. Widz miał mieć wrażenie, że jest bezpośrednim świadkiem wydarzenia, jakby oglądał sztukę w teatrze.  Na jego obrazach można podziwiać jedną postać kilkakrotnie w różnych sytuacjach: "niby obrazy Giotta ukazujące jedną i tę samą osobę w dwóch momentach: tu leżącą na łóżku, ówdzie gotującą się dosiąść konia"(6).  Przypomina mi to sposób w jaki Proust opisuje swoich bohaterów.

Powyższy wybór to zaledwia drobna część inspiracji, jakich dostarcza lektura Prousta. Już nie mogę się doczekać kolejnych tomów i odkryć. No i oczywiście Vermeera!

A jakie są Wasze inspiracje po lekturze?

(1) Nabokov V., Wykłady o literaturze, przeł. Zbigniew Batko, wyd. MUZA SA, Warszawa 2005, s.302.
(2) Proust M., W stronę Swanna, przeł. Tadeusz Żeleński (Boy), Kolekcja Gazety Wyborczej , Warszawa 2004, s. 316.
(3) Tamże, s.144.
(4) Tamże, s.219.
(5) Tamże, s. 88.
(6) Tamże, s. 347.

Korzystałam również z "O sztuce" E.H. Gombricha, wyd. Rebis, Warszawa, wydanie II.

Copyright © 2016 Niekoniecznie Papierowe , Blogger