czwartek, 11 sierpnia 2016

Książki w hałasie czyli smutna historia Kawiarni Literackiej

OFF Festival, jeżeli ktoś z Was przypadkiem nie słyszał, to cykliczna impreza Artura Rojka organizowana od 11 lat. Oczywiście jej głównym celem jest prezentowanie ciekawych wykonawców i ich muzyki, ale prawie od samego początku obecne były i inne dziedziny sztuki: specjalne wystawy, pokazy filmowe, projekty muzyczne z artystami czy słynne murale, które pojawiły się w Mysłowicach. Nie mogło zabraknąć też literatury. Nie pamiętam dokładnie, kiedy pisarze i poeci pojawili się po raz pierwszy na OFFie. Domowe archiwum (zestaw tzw. książeczek z programem i opisami artystów) podpowiada, że w roku 2010, ale może i wcześniej w ramach bardziej satelitarnych wydarzeń towarzyszących. 2011 rok był niewątpliwie tym, w którym pojawiła się Kawiarnia Literacka jako odrębna scena z kuratorem, Wojciechem Kuczokiem. W programie było czytanie wierszy przez Bohdana Zaturę czy fragmentów powieści przez Kazimierza Kutza. W kolejnym roku przyjechali między innymi Andrzej Stasiuk, Krzysztof Varga czy Olga Tokarczuk. Namiot Kawiarni Literackiej ustawiony był co prawda w fatalnym miejscu, ciężko było usłyszeć co pisarze czytają, a stolik za którym siedzieli nie zachęcał do dyskusji i zadawania pytań. W rogu namiotu była jednak mini-księgarnia , Wojciech Kuczok stał z tyłu i z napięciem śledził co się dzieje wokół, a bar kawiarniany zyskał renomę wśród trochę starszych uczestników, gdyż tylko tam można było dostać wino.  

Kolejne dwa lata (2013 r. i 2014 r.) były zdecydowanie najlepsze jeżeli chodzi o program Kawiarni Literackiej. Kuratorował jej Krzysztof Varga, który prowadził też większość rozmów. Pozbyto się stolika, zadbano o nagłośnienie, odsunięto namiot jak najbardziej od scen. Słuchacze mogli usiąść na pufach czy odwróconych skrzynkach. Wśród gości nie zabrakło jak zwykle poetów, popularnych pisarzy, miłośników muzyki rockowej ale też profesorów, dramaturgów a nawet księdza. Dyskusje krążyły oczywiście wokół literatury, ale nie uciekano od szerszego kulturalnego kontekstu. Na luzie, ale z klasą, bo przecież na festiwalu pojawili się ludzie przede wszystkim spragnieni rozrywki.   

Jako przerywnik wykonawcy, którzy wystąpili na festiwalu w 2016 r. Islam Chipsy zagrali dwukrotnie porywając publiczność.
 

W 2015 r. Kawiarnię Literacką wprzegnięto w Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa i był to rok, w którym coś zaczęło się psuć. Namiot upstrzono jakimś welurem czy atłasem, bo odbywały się w nim także przedstawienia burleski. Wierzcie mi, nawet Jacek Dehnel wyglądał w tej scenerii dziwnie. Spotkania prowadzili Michał Nogaś (jego nie trzeba przedstawiać) i Szymon Kloska (z Instytutu Książki). Przy całym profesjonalizmie Panów i szacunku dla dobrej roboty jaką wykonują na co dzień, odebrali spotkaniom na OFF Festivalu pewien luz. Momentami miałam wrażenie, jakbym słuchała audycji radiowej a czasami zastanawiałam czy przypadkiem Panowie nie nudzą się podczas rozmowy bardziej niż ja. I chociaż wciąż pojawiali się interesujący goście: można było posłuchać Weroniki Murek zanim stało się to modne czy zobaczyć Jakuba Żulczyka, to był to rok, w którym pożegnano się z fajną atmosferą i pozbawiono Kawiarni Literackiej wyjątkowości. Po prostu, kolejna impreza z czymś na kształ spotkań autorskich. 

Tegoroczna edycja okazała się gwoździem do trumny. Program Kawiarni Literackiej ustalano podobno do ostatniej chwili i jak powiedział przedstawiciel OFF Festivalu „był rezultatem kompromisu”. Zdecydowanie zgniłego. Publiczność zagłosowała nogami i nie pojawiła się zbyt licznie na spotkaniach o politycznym zabarwieniu: „Twórcy na podsłuchu” z Joanną Siedlecką, „Jankes na dworze Mieszka I” z Philipem Earl Steelem czy „Wyklętych droga – z nicości blask” z Dawidem Golikiem i Wacławem Holewińskim. Wszystkie prowadzone przez parę Dariusz Kawa i Anna Czartoryska-Sziler. Przedstawiciele OFFa próbowali jeszcze tłumaczyć przed festiwalem, że to dowodzi otwartości na dyskusję, ale kto był na tych spotkaniach wie, że to była zwykła ściema. Na najbardziej kontrowersyjnym poświęconym żołnierzom wyklętym, tematowi przecież trudnemu, nie było żadnej dyskusji. Zaproszeni goście zgadzali się ze sobą praktycznie we wszystkim, a zwłaszcza w tym, że walka wyklętych była bezsprzecznie słuszna. Prowadzący ze zrozumieniem kiwali głową i łypali okiem na publiczność oczekując reakcji. Po paru minutach ich oczekiwania spełnił w pewien sposób Jan Kapela, który odśpiewał „Rotę” ze zmienionym tekstem. Pan z IPNu skomentował: „Szkoda, że nie Międzynarodówkę” po czym próbował kontynuować swój wywód. Po wyjściu prowokatorów rozmówcy bardzo szybko powrócili do klepania się po plecach. Na koniec poproszono o pytania z sali po czym pozwolono na jedno. Drugi głos z sali był tylko pretekstem do podziękowań, po których klakierzy z pierwszego rzędu podskoczyli w ekstazie. Kurtyna. 

Koreańczycy z Jambinai na scenie głównej
 

W części, która przypominała poprzedni rok można było spotkać się z Ewą Berbeką czy Katarzyną Puzyńską, tradycyjnie nie zabrakło poezji, ale hitem okazało się spotkanie ze Stanisławem Łubieńskim („Dwanaście srok za ogon”) co wprawiło w pewne zakłopotanie nie tylko autora ale i prowadzących (Nogaś i Kloska). Mimo to Łubieński okazał się fantastycznym opowiadaczem, pełnym pasji i wdzięku, rozbawił zgromadzoną publiczność i udowodnił, że nawet na głupie pytanie można interesująco odpowiedzieć. Dobrze, że było to ostatnie spotkanie, bo jeżeli Kawiarnia miałaby już nigdy na OFFa nie wrócić (tak śpiewały za kulisami ptaszki) to zostawiło ono iskierkę nadziei, że można dyskusje okołoksiążkowe prowadzić w fascynujący sposób i przyciągnąć na nie ludzi, którzy normalnie by nie przyszli. Bo czy nie tak właśnie należy promować czytelnictwo?

Kawiarnia Literacka w ciągu swoich dwóch najlepszych lat była miejscem, gdzie można było przyjść i posłuchać ciekawych dyskusji. Pooglądać w kącie książki a nawet zakupić je ze zniżką (a jakże!). Trafiali też tam spragnieni odrobiny wytchnienia od festiwalowego hałasu, trochę innego menu czy karty win. Krzysztof Varga jako prowadzący potrafił zadawać interesujące pytania, wykreować atmosferę dyskusji, a nawet zachęcić publiczność do pytań, co było nie lada sztuką (OFFowa publiczność, może jako trochę mniej obyta z autorami, jest wyjątkowo nieśmiała). Dzięki poczcie pantoflowej i atmosferze namiotu zaczęli też tam zachodzić uczestnicy, którzy w życiu nie byli na spotkaniu autorskim. Ciekawe, że gdy organizator zdecydował się na wsparcie z Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, wyparowała cała oryginalność i wyjątkowość, a tegoroczne upolitycznienie odstraszyło jeszcze bardziej. Obawiam się, że historia Kawiarni Literackiej jest koncertowym przykładem jak zmarnować potencjał i pieniądze. Szkoda.

0 komentarze :

Prześlij komentarz