Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa. Pokaż wszystkie posty
Książki w hałasie czyli smutna historia Kawiarni Literackiej

Książki w hałasie czyli smutna historia Kawiarni Literackiej


OFF Festival, jeżeli ktoś z Was przypadkiem nie słyszał, to cykliczna impreza Artura Rojka organizowana od 11 lat. Oczywiście jej głównym celem jest prezentowanie ciekawych wykonawców i ich muzyki, ale prawie od samego początku obecne były i inne dziedziny sztuki: specjalne wystawy, pokazy filmowe, projekty muzyczne z artystami czy słynne murale, które pojawiły się w Mysłowicach. Nie mogło zabraknąć też literatury. Nie pamiętam dokładnie, kiedy pisarze i poeci pojawili się po raz pierwszy na OFFie. Domowe archiwum (zestaw tzw. książeczek z programem i opisami artystów) podpowiada, że w roku 2010, ale może i wcześniej w ramach bardziej satelitarnych wydarzeń towarzyszących. 2011 rok był niewątpliwie tym, w którym pojawiła się Kawiarnia Literacka jako odrębna scena z kuratorem, Wojciechem Kuczokiem. W programie było czytanie wierszy przez Bohdana Zaturę czy fragmentów powieści przez Kazimierza Kutza. W kolejnym roku przyjechali między innymi Andrzej Stasiuk, Krzysztof Varga czy Olga Tokarczuk. Namiot Kawiarni Literackiej ustawiony był co prawda w fatalnym miejscu, ciężko było usłyszeć co pisarze czytają, a stolik za którym siedzieli nie zachęcał do dyskusji i zadawania pytań. W rogu namiotu była jednak mini-księgarnia , Wojciech Kuczok stał z tyłu i z napięciem śledził co się dzieje wokół, a bar kawiarniany zyskał renomę wśród trochę starszych uczestników, gdyż tylko tam można było dostać wino.  

Kolejne dwa lata (2013 r. i 2014 r.) były zdecydowanie najlepsze jeżeli chodzi o program Kawiarni Literackiej. Kuratorował jej Krzysztof Varga, który prowadził też większość rozmów. Pozbyto się stolika, zadbano o nagłośnienie, odsunięto namiot jak najbardziej od scen. Słuchacze mogli usiąść na pufach czy odwróconych skrzynkach. Wśród gości nie zabrakło jak zwykle poetów, popularnych pisarzy, miłośników muzyki rockowej ale też profesorów, dramaturgów a nawet księdza. Dyskusje krążyły oczywiście wokół literatury, ale nie uciekano od szerszego kulturalnego kontekstu. Na luzie, ale z klasą, bo przecież na festiwalu pojawili się ludzie przede wszystkim spragnieni rozrywki.   

Jako przerywnik wykonawcy, którzy wystąpili na festiwalu w 2016 r. Islam Chipsy zagrali dwukrotnie porywając publiczność.
 

W 2015 r. Kawiarnię Literacką wprzegnięto w Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa i był to rok, w którym coś zaczęło się psuć. Namiot upstrzono jakimś welurem czy atłasem, bo odbywały się w nim także przedstawienia burleski. Wierzcie mi, nawet Jacek Dehnel wyglądał w tej scenerii dziwnie. Spotkania prowadzili Michał Nogaś (jego nie trzeba przedstawiać) i Szymon Kloska (z Instytutu Książki). Przy całym profesjonalizmie Panów i szacunku dla dobrej roboty jaką wykonują na co dzień, odebrali spotkaniom na OFF Festivalu pewien luz. Momentami miałam wrażenie, jakbym słuchała audycji radiowej a czasami zastanawiałam czy przypadkiem Panowie nie nudzą się podczas rozmowy bardziej niż ja. I chociaż wciąż pojawiali się interesujący goście: można było posłuchać Weroniki Murek zanim stało się to modne czy zobaczyć Jakuba Żulczyka, to był to rok, w którym pożegnano się z fajną atmosferą i pozbawiono Kawiarni Literackiej wyjątkowości. Po prostu, kolejna impreza z czymś na kształt spotkań autorskich. 

Tegoroczna edycja okazała się gwoździem do trumny. Program Kawiarni Literackiej ustalano podobno do ostatniej chwili i jak powiedział przedstawiciel OFF Festivalu „był rezultatem kompromisu”. Zdecydowanie zgniłego. Publiczność zagłosowała nogami i nie pojawiła się zbyt licznie na spotkaniach o politycznym zabarwieniu: „Twórcy na podsłuchu” z Joanną Siedlecką, „Jankes na dworze Mieszka I” z Philipem Earl Steelem czy „Wyklętych droga – z nicości blask” z Dawidem Golikiem i Wacławem Holewińskim. Wszystkie prowadzone przez parę Dariusz Kawa i Anna Czartoryska-Sziler. Przedstawiciele OFFa próbowali jeszcze tłumaczyć przed festiwalem, że to dowodzi otwartości na dyskusję, ale kto był na tych spotkaniach wie, że to była zwykła ściema. Na najbardziej kontrowersyjnym poświęconym żołnierzom wyklętym, tematowi przecież trudnemu, nie było żadnej dyskusji. Zaproszeni goście zgadzali się ze sobą praktycznie we wszystkim, a zwłaszcza w tym, że walka wyklętych była bezsprzecznie słuszna. Prowadzący ze zrozumieniem kiwali głową i łypali okiem na publiczność oczekując reakcji. Po paru minutach ich oczekiwania spełnił w pewien sposób Jan Kapela, który odśpiewał „Rotę” ze zmienionym tekstem. Pan z IPNu skomentował: „Szkoda, że nie Międzynarodówkę” po czym próbował kontynuować swój wywód. Po wyjściu prowokatorów rozmówcy bardzo szybko powrócili do klepania się po plecach. Na koniec poproszono o pytania z sali po czym pozwolono na jedno. Drugi głos z sali był tylko pretekstem do podziękowań, po których klakierzy z pierwszego rzędu podskoczyli w ekstazie. Kurtyna. 

Koreańczycy z Jambinai na scenie głównej
 

W części, która przypominała poprzedni rok można było spotkać się z Ewą Berbeką czy Katarzyną Puzyńską, tradycyjnie nie zabrakło poezji, ale hitem okazało się spotkanie ze Stanisławem Łubieńskim („Dwanaście srok za ogon”) co wprawiło w pewne zakłopotanie nie tylko autora ale i prowadzących (Nogaś i Kloska). Mimo to Łubieński okazał się fantastycznym opowiadaczem, pełnym pasji i wdzięku, rozbawił zgromadzoną publiczność i udowodnił, że nawet na głupie pytanie można interesująco odpowiedzieć. Dobrze, że było to ostatnie spotkanie, bo jeżeli Kawiarnia miałaby już nigdy na OFFa nie wrócić (tak śpiewały za kulisami ptaszki) to zostawiło ono iskierkę nadziei, że można dyskusje okołoksiążkowe prowadzić w fascynujący sposób i przyciągnąć na nie ludzi, którzy normalnie by nie przyszli. Bo czy nie tak właśnie należy promować czytelnictwo?

Kawiarnia Literacka w ciągu swoich dwóch najlepszych lat była miejscem, gdzie można było przyjść i posłuchać ciekawych dyskusji. Pooglądać w kącie książki a nawet zakupić je ze zniżką (a jakże!). Trafiali też tam spragnieni odrobiny wytchnienia od festiwalowego hałasu, trochę innego menu czy karty win. Krzysztof Varga jako prowadzący potrafił zadawać interesujące pytania, wykreować atmosferę dyskusji, a nawet zachęcić publiczność do pytań, co było nie lada sztuką (OFFowa publiczność, może jako trochę mniej obyta z autorami, jest wyjątkowo nieśmiała). Dzięki poczcie pantoflowej i atmosferze namiotu zaczęli też tam zachodzić uczestnicy, którzy w życiu nie byli na spotkaniu autorskim. Ciekawe, że gdy organizator zdecydował się na wsparcie z Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, wyparowała cała oryginalność i wyjątkowość, a tegoroczne upolitycznienie odstraszyło jeszcze bardziej. Obawiam się, że historia Kawiarni Literackiej jest koncertowym przykładem jak zmarnować potencjał i pieniądze. Szkoda.
NIK o rozwoju czytelnictwa

NIK o rozwoju czytelnictwa

37% i 63% zrobiły ostatnio karierę w internecie i poza nim. Po opublikowaniu raportu Najwyższej Izby Kontroli powinna do nich dołączyć okrągła suma 268 mln zł. Aż tyle wydano w ostatnich latach na rozwój czytelnictwa w Polsce. 23 kwietnia NIK przedstawił sprawozdanie o wydatkach poniesionych na ten cel w latach 2012-2015 (I połowa). Urzędnicy wzięli pod lupę nie tylko sztandarowy program Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ale także działalność wspierającą Biblioteki Narodowej, Instytutu Książki oraz Narodowego Centrum Kultury. Wydano niemało, a czytelnictwo nie wzrosło. Liczby większość z Was zna doskonale, ale przypomnę je krótko: w 2014 roku odsetek osób, które przeczytały przynajmniej jedną książkę był wyższy niż dwa lata wcześniej (42% wobec 39%), ale była to zmiana krótkotrwała. W 2015 roku spadł aż do słynnych 37%. Co zatem poszło nie tak i wymaga ulepszenia? 

Plakat promujący Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa

NIK za bardzo ważny kierunek promowania czytelnictwa uznał inicjowanie zainteresowań książką wśród najmłodszych. Ci, którzy wcześnie polubią czytanie, częściej sięgają po lektury w życiu dorosłym. To właśnie ten kierunek wymaga większego zaakcentowania w mediach i lepszych działań promocyjnych. Dobrą wiadomością jest wzrost czytelnictwa e-booków i audiobooków, chociaż w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa wspierano ten obszar w mocno ograniczonym stopniu. Według NIK trzeba zainicjować i zintensyfikować działania poświęcone upowszechnianiu i promocji książek w formie elektronicznej. 

Urzędnicy przyjrzeli się również formie w jakiej promuje się czytelnictwo i ponownie podkreślili to, co dla większości blogerów jest oczywiste, brak wystarczającej promocji w Internecie, a zwłaszcza w mediach społecznościowych.

Dość niejednoznacznie oceniono programy wspierające biblioteki publiczne. Z jednej strony podliczono, że w latach 2012-2014 wydano ok. 63,5 mln zł, a wskaźniki czytelnicze i tak się nie poprawiły. Zadziwiające, że np. wskaźnik zakupu książek (w woluminach na 100 mieszkańców) spadł także w części bibliotek objętych  corocznie programem "Zakup nowości wydawniczych do bibliotek"! NIK przyznał jednak, że poprawę widać w bibliotekach objętych programami modernizacyjnymi.

W raporcie wytknięto nieprawidłowości w przygotowaniach od strony formalnej, kontroli czy oceny działań oraz kuriozalny fakt, że obecnie mamy aż dwa programy rozwoju czytelnictwa o dokładnie takiej samej nazwie.
 


NIK przygotował także kilka sugestii poprawek i ulepszeń.
  • Garściami powinniśmy czerpać z doświadczeń innych krajów, na przykład wspierając czytelnictwo wśród chłopców.
  • Dalsza promocja NPRCz wymaga uruchomienia portalu internetowego, który będzie zawierał informacje o realizowanych działaniach, wydarzeniach, programach telewizyjnych i radiowych promujących czytanie, a nawet polecanych książkach i czasopismach według grup wiekowych. Oczywiście, dalej potrzebna jest promocja w tradycyjnych środkach masowego przekazu, zwłaszcza w TV i radiu. NIK nie wyklucza nawet kampanii ze celebrytami, konkursów czy gier promujących.
  • NPRCz potrzebuje większej rozpoznawalności, NIK zatem proponuje, by beneficjenci obowiązkowo umieszczali informację, jak np. adres portalu, na dofinansowanych produktach.
  • Jak już wspomniałam, promowanie czytelnictwa w rodzinach i wspieranie wydawania i dystrybucji książek dla dzieci to jeden z ważniejszych obszarów, który wymaga większego zaangażowania.
  • Na osobne działania promocyjne zasługują książki w formie elektronicznej. E-booki i audiobooki powinny zostać uwzględnione w kolejnych programach.
  • NIK sugeruje też, że ulepszenia wymaga komunikacja bibliotek z czytelnikami, stała współpraca między bibliotekami publicznymi i szkolnymi i rozwój niekonwencjonalnych akcji jak książkobusy, hapenningi, promocje w środkach komunikacji miejskiej, na koncertach i festiwalach muzycznych.
Spot promujący Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa

Raport NIK nie mówi większości z nas nic odkrywczego. Z jednej strony zainwestowano dużo pieniędzy, z drugiej brak jest wyraźnych efektów. O kwestiach jak brak porządnych działań w Internecie, a zwłaszcza w najnowszych mediach społecznościowych, pisało już wielu dziennikarzy i blogerów. Doskonale wiemy, że wspieranie książek w wydaniach elektronicznych nie istnieje, a ma ogromny potencjał. Mogłabym opisać tak, każdy punkt raportu NIK, chciałabym jednak zwrócić Waszą uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, 268 mln zł to ogromna suma, zanim jednak krzykniecie oburzeni na marnowanie pieniędzy podatnika, zauważcie, że nie wiadomo, jak wyglądałoby czytelnictwo w Polsce bez opisanego wsparcia. Po drugie, dla osób zainteresowanych czytaniem czy szerzej czytelnictwem raport zawiera oczywistości, ale kto inny jest jego adresatem. I nawet jeżeli powtarza on znane nam argumenty, warto by były jeszcze raz i głośno powiedziane.

Co Wy o tym sądzicie?

Ilustracje i film pochodzą z oficjalnych stron i kanałów MKiDN.
Raport dostępny jest na stronie NIK.
Copyright © 2016 Niekoniecznie Papierowe , Blogger