Girl in a band, Kim Gordon

Girl in a band, Kim Gordon

 Atom Bomb Sky, New York, William Klein, 1955 r. 

Kim Gordon nie jest zbyt wylewną osobą, bardzo oszczędnie i ostrożnie dobiera słowa. Wywiad z nią musi być dla niektórych ogromnym wyzwaniem, bo na pytania potrafi odpowiedzieć jednym zdaniem albo z rozbrajającą szczerością jeszcze krócej: I don’t know. W swoich wspomnieniach „Girl in a band” bardziej otwiera się przed czytelnikiem, tak jak na scenie jest bardziej odważna. Ani na chwilę jednak nie przekracza pewnej granicy, jest bardzo ostrożna w tym, co pisze o innych i o sobie. Nie znajdziecie w jej książce pikantnych szczegółów z życia z mężem Thurstonem Moorem ani z ich rozstania. Nie ma tam plotek ani głośnych skandali, chociaż można dostać zawrotu głowy od nadmiaru znanych nazwisk i miejsc.  „Girl in a band” to bardzo osobista, niezwykle ciekawa, pełna interesujących postaci opowieść o życiu kalifornijskiej dziewczyny – artystki.

Kim Gordon dla większości czytelników powinna być znana ze swojej muzycznej działalności . Na początku lat 80-tych założyła razem z Thurstonem Moorem Sonic Youth, zespół w kręgach fanów muzyki alternatywnej wręcz kultowy.* Trudno się zresztą dziwić, skoro grali przez dobre trzydzieści lat nie wydając chyba ani jednej słabej płyty. Sonic Youth to kawał życia i twórczości Kim, ale bynajmniej nie jedyna aktywność, jakiej poświęcała swój czas. Wychowana w słonecznej Kalifornii, w mieszczańskim domu, nie miała jednak łatwo. U jej brata dość późno zdiagnozowano schizofrenię, a wspólne dzieciństwo pozostawiło głęboki ślad. Kim wcześnie zaczęła interesować się sztuką, studiowała w Kalifornii i w Kanadzie. Na początku lat 80-tych przyjechała do Nowego Jorku, bo tam można było naprawdę być artystą. Nigdy nie zrezygnowała do końca ze swojej pozamuzycznej działalności, chociaż były okresy, w których ją ograniczała. Jej zainteresowania i to jak bardzo była związana ze sztuką wizualną widać chociażby w okładkach płyt Sonic Youth. Nie ma wśród nich żadnej przypadkowej, ale po konkretne historie koniecznie zajrzyjcie do książki. Kim podkreśla zresztą, że często bieżące zainteresowania jej i Thurstona miały ogromny wpływ na całość płyt ich zespołu.** 

Instalacja Kim Gordon „Design Office: The City Is A Garden” w nowojorskiej 303 Gallery

Przez strony „Girl in a band” przewija się tyle znanych osób, że nie sposób ich wszystkich wymienić. Od ludzi związanych ze sztuką, których poznała jeszcze w Kalifornii, po gwiazdy popkultury mieszkające w Nowym Jorku. Nawet jeżeli nie interesujecie się muzyką i nie macie pojęcia o Sonic Youth na pewno znajdziecie przynajmniej kilka znanych wam nazwisk. Miłośnicy sztuki uśmiechną się przy anegdocie o Jeffie Koonsie, fashionistki będą zazdrościć przyjaźni z Marciem Jacobsem czy ciuchów od Patricii Field (kostiumografki „Seksu w wielkim mieście”), miłośnicy filmu z zainteresowaniem dowiedzą się o znajomości z Sofią Coppolą czy Spike’m Jonse’m. Znajdzie się też coś dla fanów popkultury, bo Kim wystąpiła w serialach „Gossip Girl” i „Gilmore Girl”. To co jednak jest najbardziej interesujące, to jej spostrzeżenia i przemyślenia. Gordon jest niezwykle wrażliwą i bystrą obserwatorką. Stawia interesujące pytania o sztukę, muzykę, rolę artysty. Zastanawia się, co to znaczy być kobietą i matką w bardzo zmaskulinizowanym przemyśle muzycznym czy świecie sztuki. Otwarcie i szczerze pisze o tym, jak szukała swojego w nich miejsca. To, co mnie ogromnie ujęło i co sprawia, że z pewnością będę wracać do fragmentów tej książki jest to, że Kim nie udaje, że zna wszystkie odpowiedzi. Jak w wywiadach rozbrajająco mówi, że nie wie. Albo po prostu pozostawia znaki zapytania.  

Po tę książkę powinni sięgnąć wszyscy, których ciekawi amerykańska kultura i którzy lubią ciekawe i nieoczywiste życiowe obserwacje.

W marcu ukazało się polskie wydanie książki Kim Gordon „Dziewczyna z zespołu” w tłumaczeniu Andrzeja Wojtasika w Wydawnictwie Czarne.


*Sonic Youth zagrali w Polsce raz w 2007 roku na Heineken Opener Festival w Gdyni.
** W 1987 r. Kim i Thurston zaczytywali się w Philipie K. Dicku. To postać jego zmarłej siostry zainspirowała ich do zatytułowania kolejnego albumu Sonic Youth „Sister”. Na całej płycie jest zresztą więcej odniesień do jego twórczości, jak choćby w tytułach piosenek („Schizophrenia”).

Źródło zdjęć: www.artnet.com, www.303gallery.com

Dookoła książek i nie tylko - prasówka tydzień 10

Dookoła książek i nie tylko - prasówka tydzień 10


Mam nadzieję, że przygotowaliście sobie ogromny kubek kawy czy herbaty. W tym tygodniu dużo wpadło w moje wirtualne oczy. Nie zwlekajmy, zaczynajmy:
  • Książki pisane przez celebrytów jako zjawisko dotarły już do Polski. Oczywiście największy rynek i największe pieniądze są w USA. Zajrzyjcie na Business Insider, jeżeli chcecie poznać liczby, od których kręci się w głowie.
  • Czy znacie cykl "My hero" na The Guardian? Pisarze opowiadają o swoich bohaterach i inspiracjach. W tym tygodniu Margaret Drabble zachwyca się Eleną Ferrante.
  • Pamiętacie projekt Das Hochhaus? Ja zaglądam regularnie, wy też sprawdźcie, ile ciekawych pięter dobudowała autorka. 
  • Deborah Smith (tak, tak, ta, która tłumaczyła "Wegetariankę" Han Kang na angielski, powieść właśnie nominowaną do Bookera) pisze o swojej pracy jako wydawca, doświadczeniach z literaturą azjatycką i postanowieniu, by publikować dobrą literaturę kobiecą.
  • The New York Times zwiedził pierwszą księgarnię Amazona w Seattle, w której szukanie książek ma być prawie tak łatwe jak przeglądanie strony internetowej.
  • W Niemczech ukazała się właśnie biografia Franza Marca, niemieckiego malarza znanego z ekspresjonistycznych obrazów. Na pewno kojarzycie jego niebieskie konie.


Zdjęcie tygodnia: Austriacka Biblioteka Narodowa, Wiedeń.
Źródło: www.wien.info
Frankenstein, Mary Shelley

Frankenstein, Mary Shelley

William Bradford, Icebergs in the Arctic

Po powieść sięgnęłam dzięki stosikowemu losowaniu u Anii z Przeczytałam książkę. To jedno z moich postanowień noworocznych: czytać to, co już leży w domu. „Frankenstein” od dłuższego czasu spokojnie czekał w zakamarkach czytnika w katalogu, pewnie doskonale Wam znanym, „Klasyk. Trzeba przeczytać! Kiedyś...”. Tak, sięganie po książkę bardzo znaną jest trudne, bo to wdzięczny temat dla kultury zarówno wysokiej, jak i popularnej. Mamy więc filmy z Frankensteinem, seriale, muzykę, powieści. Wiadomo bez czytania, że będzie strasznie i prawie wszyscy zginą. Nic w fabule nie zaskoczy. I do pewnego stopnia tak było, bo jednak historia Mary Shelley zdołała mnie porwać i zauroczyć.

Victor Frankenstein miał szczęśliwe dzieciństwo, kochających rodziców i rodzeństwo oraz wiernego przyjaciela. Był ciekawy świata i głodny wiedzy. Chciał stworzyć coś wyjątkowego, pracował i uczył się ciężko i bez opamiętania, zaniedbując nawet kontakty z bliskimi. Kiedy jednak jego marzenie się spełniło, nie potrafił sobie z tym poradzić. Stworzył bowiem monstrum, które przerażało jego samego. Zniknięcie potwora potraktował jak wybawienie i ogromną ulgę, zupełnie nie przewidując konsekwencji. Jego dzieło wraca i w akcie zemsty zabija bliskich i kochanych Victora, w pewnym sensie doprowadzając także i do jego śmierci. Ten wątek „Frankensteina” jest bardzo znany. Groza, science-fiction, brak dalekowzroczności człowieka, niezdolność do przewidzenia mrożących krew w żyłach konsekwencji. Opowieść Mary Shelley jest jednak czymś więcej. Jest przede wszystkim historią o potrzebie miłości, bycia kochanym i odpowiedzialności za tych, którzy pojawiają się w naszym życiu. To niezwykle piękna i smutna powieść.

Istota, którą stworzył Victor, nie ma nawet imienia. I nie nadaje mu jej narrator ani autorka. Odrzucony od pierwszych chwil swojego życia musi się zmagać z wieloma nieprzyjemnościami. Nie umie mówić, nie rozumie tego, co się wokół niego dzieje. Nikt nie wytłumaczył mu, jak należy się zachowywać wśród ludzi, jak z nimi rozmawiać. Stwór, dzięki nieprzeciętnej inteligencji, uczy się tego wszystkiego sam metodą prób i błędów, obserwując innych. Instynktownie zwraca się ku ludziom dobrym, jest zafascynowany, jak nawet posiadając niewiele, potrafią dać sobie pocieszenie i wsparcie a także chwile radości. Uczy się też czytać. (Tu przyznaję, gorąco współczułam, gdy autorka w zestawie lektur inicjujących umieściła „Cierpienia młodego Wertera”). Niestety wszelkie próby zbliżenia się do kogokolwiek źle się kończą. Olbrzymia istota budzi przerażenie i nie potrafi przebić się przez ludzką barierę strachu. Ucieka, znowu się ukrywa, jednocześnie hołubiąc w sobie żal, ogromne pretensje, że jest skazany na samotność. Odnajduje swojego stwórcę, który też nie potrafi wyzbyć się uprzedzeń, nawet nie przychodzi mu na myśl, że stworzył istotę wrażliwą i pragnącą bliskości innych. To nie mogło skończyć się dobrze.

Frankenstein nie jest potworem od momentu stworzenia, staje się nim dopiero, kiedy mimo starań nieustannie spotyka się z ludzkim odrzuceniem i strachem. Nie miał przy sobie nikogo, kto mógłby mu wytłumaczyć, kto mógłby być jego pośrednikiem i przewodnikiem po świecie. Górę biorą nad nim złe emocje i kiedy zaczyna wyrządzać krzywdę innym, nie ma już dla niego ratunku. Jego stwórca Victor nie jest tylko ofiarą niepohamowanej złości, jest także jej przyczyną. Powieść Mary Shelley zasługuje na miano utworu klasycznego, po 200 latach od napisania jej przesłanie wciąż pozostaje niezwykle aktualne.

Frankenstein: Or, the modern Prometeus, Mary Wollstonecraft Shelley, ebook z domeny publicznej Project Gutenberg, data wydania 13 marca 2013. 
 
Źródło ilustracji: wikiart.com
Dookoła książek i nie tylko - prasówka tydzień 9

Dookoła książek i nie tylko - prasówka tydzień 9


Kolejny tydzień za nami, wiosny specjalnie nie widać, ale nie martwcie się podobno jest już niedaleko! Umilcie sobie oczekiwanie lekturą, a poniżej dodatkowo kilka ciekawostek do kawy:
  • Na The Guardian znajdziecie kolejne słynne monologi z dramatów Szekspira w wykonaniu fantastycznych aktorów. Nie zawsze rozumiem każde słowo, ale i tak uwielbiam ich słuchać  dla interpretacji, nastroju i dla akcentu. 

Obowiązkowo zdjęcie tygodnia: Biblioteka i dom kultury w Vennesla w Norwegii.
Źródło: www.helenhard.no

Babskie czytanie

Babskie czytanie

Marzec jest u mnie babskim miesiącem. A tak, po prostu! Czytać będę tylko kobiety i głównie o kobietach. Ponieważ równowagi na długo zaburzać nie można, męskim miesiącem będzie listopad. Zapraszam więc na krótki przegląd Niekoniecznie Papierowego marcowego stosiku. Do tego na deser kilka smakowitych nowości z księgarskich półek. Oczywiście babskich.

Stosik

W marcowym stosiku do przeczytania znalazły się głównie książki, które już od dłuższego czasu zalegały w różnych zakamarkach. Nie obyło się jednak bez nowości w wirtualnej biblioteczce. Marzec zaczynam więc od lektury "We should all be feminists" Chimamandy Ngozi Adichie. Autorka znana jest w Polsce ze swoich powieści "Połówka żółtego słońca" czy "Amerikanaa". W grudniu 2012 roku w ramach konferencji TEDxEuston wygłosiła słynne już przemówienie o byciu feministką. Rok później niektóre fragmenty wykorzystała w swojej piosence "Flawless" Beyoncé, dzięki czemu Adichie przebiła się do świadomości masowej. W Szwecji szesnastolatki dostają ten rozszerzony zapis wykładu w prezencie. 

Stosik niejedno ma oblicze...

W kolejce czekają też dwie autobiografie: "Hunger makes me a modern girl" Carrie Brownstein członkini amerykańskiej grupy Sleater-Kinney. Może kojarzycie ją z serialu "Portlandia"? Jeżeli nie, nie martwcie się dowiecie się więcej w marcu na blogu. Sleater-Kinney oczywiście tworzą tylko kobiety i dość często wymieniane są w kontekście riot Grrrl. Drugą autobiografią jest "Girl in a band" pamiętnik Kim Gordon, członkini Sonic Youth kolejnego ważnego amerykańskiego zespołu. Książka zostanie wydana w tym miesiącu po polsku przez Wydawnictwo Czarne. 

Babskie czytanie nie może obejść się bez klasyki wybrałam więc "Wichrowe wzgórza" Emily Brontë, a w stosikowym losowaniu u Anii z Przeczytałam książkę trafiłam Joannę Chmielewską i "Krokodyla z kraju Karoliny".

Babskie nowości w marcu

Zdaję sobie sprawę, że moje zestawienie jest dość specyficzne. Nie martwcie się jednak, bo w księgarniach w tym miesiącu pojawi się dobra literatura napisana przez kobiety. Będziecie mieli w czym wybierać.


Znak Literanova wydaje "On" Zośki Papużanki, powieść o relacji matki i syna, który jest źródłem rozczarowań i wstydu. Bestsellerem zza oceanu jest "Fatum i furia" Lauren Groff (Wydawnictwo Znak) historia małżeństwa opowiedziana z dwóch perspektyw: jego i jej. Dla miłośniczek i miłośników literatury faktu Karakter przygotował opowieść syryjskiej dziennikarki Samar Yazbek "Przeprawa. Moja podróż do pękniętego serca Syrii". Temat bardzo aktualny. 


Zdjęcia okładek pochodzą ze stron wydawnictw. Fotka stosiku jest autorstwa Niekoniecznie Papierowe(j).
Copyright © 2016 Niekoniecznie Papierowe , Blogger