Dookoła książek i nie tylko - prasówka tydzień 33

Dookoła książek i nie tylko - prasówka tydzień 33


Bardzo chciałam wybrać się na Literacki Sopot, ale w tym roku nie było mi dane. Może nawiedzę kolejne edycje ten fajnej imprezy. Tymczasem poprawiam sobie humor czytaniem o książkach i przygotowywaniem dla Was cotygodniowej prasówki. Gotowi?

  • Zaczynamy na poważnie z Frankfurter Allgemeine Zeitung o aresztowanej w Turcji Asli Erdogan
  • Unia Europejska przeżywa kryzys - z takim stwierdzeniem zgodzą się wszyscy. Dyskusja rozpocznie się na całego, gdy przyjdzie uargumentować dlaczego. The New York Times przygląda się dwóm książkom, których autorzy (ekonomiści) mają oczywiście różne wytłumaczenia. 
  • Gdzie spotyka się siedmiu Niemców, tam zakładają związek. Niby żart, ale prawdziwy. W Niemczech na początku sierpnia założony został "Bloggerclub e.V." jako organizacja non-profit, która ma reprezentować interesy jej członków, ale też wypracować kodeks blogerów czy opracować standardy jakości. Zdecydowanie muszę poczytać na ten temat więcej. A może chcecie cały wpis na blogu?


Zdjęcie tygodnia Musashino Art University and Library, Tokio. 
www.architecturalrecord.com




Okładkowa podróż #2

Okładkowa podróż #2

Mam nadzieję, że pamiętacie pierwszą okładkową podróż,  jaką razem odbyliśmy. Jeżeli nie, zajrzyjcie tutaj. A że ładnego nigdy za wiele dzisiaj wracamy na Antypody skąd wyruszymy dookoła świata ze „Wszystkim, co lśni”. 

Powieść Eleanor Catton została nagrodzona Man Bookerem za rok 2013. Autorka jest jej najmłodszą laureatką w historii, a jej książka najobszerniejszą. Okładka z powodzeniem mogłaby konkurować w kategorii najładniejszej. Jenny Grigg, utalentowana i nagradzana australijska graficzka, stanęła przed nie lada wyzwaniem, gdy podjęła się zaprojektowania oprawy dla ponad 800 stron. Jeżeli macie tę książkę u siebie na półce wiecie, że spisała się znakomicie. Z którejkolwiek strony by nie spojrzeć, książka prezentuje się doskonale. W udzielonych wywiadach Grigg podkreślała, że zaczęła projektowanie od wymyślenia grzbietu. Chodziło jej o znalezienie motywu, który będzie w tym miejscu dobrze wyglądał. Można więc powiedzieć, że szerokość książki była tu inspiracją. Spod stopniowo zanikających kół prześwituje portret kobiety. Ten sam motyw powtórzony jest na froncie. Gdy odwrócicie księgę w dłoniach zobaczycie, że na tylnej okładce koła rosną a zza nich wyłania się twarz starszego mężczyzny. Grigg nie sięgnęła po żaden znany obraz, te których ostatecznie użyła, znalazła w londyńskich domach aukcyjnych. Przedstawiają one XIX-wieczne portrety bliżej nieznanych kobiety i mężczyzny. Znikające czy rosnące koła są z kolei niczym innym jak przedstawieniem kolejnych faz księżyca, przez co zgrabnie graficzka nawiązała do treści a właściwie inspiracji samej Eleanor Catton. Delikatnym zwieńczeniem całości są proste w formie, lekko pozłacane i świecące litery tytułu. 
Źródło: jennygrigg.com

Okładka ta, mam nadzieję, że głównie dzięki swojemu urokowi, została wykorzystana przez większość wydawnictw na świecie, choć nie obyło się bez drobnych różnic. I tak na przykład w polskim wydaniu dostajemy u góry krótki tekst (czy to jest już blurb?), zmieniono też typografię tytułu (okładka widoczna na początku wpisu). Podobnie w wydaniu holenderskim czy włoskim. Grecy na przykład zdecydowali się na użycie w czcionce koloru ciemnoczerwonego. 
Od lewej wydanie włoskie, greckie i holenderskie.


Gdy „Wszystko, co lśni” miało ukazać się na rynku amerykańskim, tamtejszy wydawca poprosił o znaczącą zmianę. Zamiast jednego rzędu kół mamy więc aż trzy. Dzięki temu możemy więcej zobaczyć z oryginalnego portretu kobiety. Jednocześnie liczba 12 pozostaje mocno związana z astronomią. Dokładnie tyle mamy znaków zodiaku. Czym była podyktowana decyzja amerykańskiego wydawcy? Po prostu uznał, że zbyt ascetyczna okładka nie sprzeda się w USA. Zmieniono też kolor liter. 
Wydanie amerykańskie
Kolejnej modyfikacji dokonano przy wydaniu w miękkiej okładce. Neutralny beżowy kolor zastąpiono ciemnoniebieskim oraz dodano kilka uproszczonych rysunków gwiazd. Zastanawiam się czy taka zmiana kolorystyki podyktowana była względami praktycznymi (by mniej widać było zabrudzenia), czy wynikała z czegoś innego? Ta okładka jest też bardziej dosłowna i zdecydowanie mniej tajemnicza od oryginału. W niektórych krajach wydano „Wszystko, co lśni” właśnie w takiej wersji, między innymi tak będzie wyglądała czeska okładka (planowana premiera w październiku 2016 r.). Muszę przyznać, że chwilę zajęło mi znalezienie w internecie czeskiego wydania, zapomniałam, że powinnam szukać Eleanor Cattonovej. 
Różnica w kolorach to zapewne przekłamanie internetu.

Na koniec zostawiłam szaloną jazdę bez trzymanki. Okładki, które w żaden sposób nie odwołują się do projektu Jenny Grigg, są dosłowne (francuskie - swoją drogą dlaczego aż dwie?  - chorwacka i portugalska) albo przeładowane, brzydkie i kiczowate jak serbska.
Od lewej dwa wydania francuskie, chorwackie, portugalskie i serbskie (tom I).


Dla mnie bezkonkurencyjny jest oryginalny projekt Jenny Grigg i cieszę się, że w Polsce wydawca nie zmienił go za bardzo. A jakie są Wasze wrażenia z podróży?

Zdjęcie polskiej okładki pochodzi ze strony Wydawnictwa Literackiego, pozostałe, o ile nie zaznaczono inaczej z goodreads.com.
Dookoła książek i nie tylko - prasówka tydzień 32

Dookoła książek i nie tylko - prasówka tydzień 32

Przygotowuję dla Was tę prasówkę kątem oka spoglądając na telewizor. Lubię oglądać Olimpiadę, zwłaszcza te mniej popularne dyscypliny. Dzisiejszy zestaw linków nie będzie jednak o sporcie, bo co za dużo to niezdrowo. 
  • W Edynburgu wystartował znany i uznany festiwal książki. Nieśmiało podglądam sobie i zastanawiam na co bym się wybrała dzisiaj, albo jutro, albo za parę dni. 
  • Ciekawa analiza na Book Riot: dlaczego czytelnicy romansów czytają więcej ebooków? Sprawdźcie.  
  • I na koniec cudowny esej o tym, jak Czesław Miłosz pięknie zainspirował młodą autorkę


Zdjęcie tygodnia Biblioteka Narodowa Chin, Pekin
Źródło: wikimedia.org

Książki w hałasie czyli smutna historia Kawiarni Literackiej

Książki w hałasie czyli smutna historia Kawiarni Literackiej


OFF Festival, jeżeli ktoś z Was przypadkiem nie słyszał, to cykliczna impreza Artura Rojka organizowana od 11 lat. Oczywiście jej głównym celem jest prezentowanie ciekawych wykonawców i ich muzyki, ale prawie od samego początku obecne były i inne dziedziny sztuki: specjalne wystawy, pokazy filmowe, projekty muzyczne z artystami czy słynne murale, które pojawiły się w Mysłowicach. Nie mogło zabraknąć też literatury. Nie pamiętam dokładnie, kiedy pisarze i poeci pojawili się po raz pierwszy na OFFie. Domowe archiwum (zestaw tzw. książeczek z programem i opisami artystów) podpowiada, że w roku 2010, ale może i wcześniej w ramach bardziej satelitarnych wydarzeń towarzyszących. 2011 rok był niewątpliwie tym, w którym pojawiła się Kawiarnia Literacka jako odrębna scena z kuratorem, Wojciechem Kuczokiem. W programie było czytanie wierszy przez Bohdana Zaturę czy fragmentów powieści przez Kazimierza Kutza. W kolejnym roku przyjechali między innymi Andrzej Stasiuk, Krzysztof Varga czy Olga Tokarczuk. Namiot Kawiarni Literackiej ustawiony był co prawda w fatalnym miejscu, ciężko było usłyszeć co pisarze czytają, a stolik za którym siedzieli nie zachęcał do dyskusji i zadawania pytań. W rogu namiotu była jednak mini-księgarnia , Wojciech Kuczok stał z tyłu i z napięciem śledził co się dzieje wokół, a bar kawiarniany zyskał renomę wśród trochę starszych uczestników, gdyż tylko tam można było dostać wino.  

Kolejne dwa lata (2013 r. i 2014 r.) były zdecydowanie najlepsze jeżeli chodzi o program Kawiarni Literackiej. Kuratorował jej Krzysztof Varga, który prowadził też większość rozmów. Pozbyto się stolika, zadbano o nagłośnienie, odsunięto namiot jak najbardziej od scen. Słuchacze mogli usiąść na pufach czy odwróconych skrzynkach. Wśród gości nie zabrakło jak zwykle poetów, popularnych pisarzy, miłośników muzyki rockowej ale też profesorów, dramaturgów a nawet księdza. Dyskusje krążyły oczywiście wokół literatury, ale nie uciekano od szerszego kulturalnego kontekstu. Na luzie, ale z klasą, bo przecież na festiwalu pojawili się ludzie przede wszystkim spragnieni rozrywki.   

Jako przerywnik wykonawcy, którzy wystąpili na festiwalu w 2016 r. Islam Chipsy zagrali dwukrotnie porywając publiczność.
 

W 2015 r. Kawiarnię Literacką wprzegnięto w Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa i był to rok, w którym coś zaczęło się psuć. Namiot upstrzono jakimś welurem czy atłasem, bo odbywały się w nim także przedstawienia burleski. Wierzcie mi, nawet Jacek Dehnel wyglądał w tej scenerii dziwnie. Spotkania prowadzili Michał Nogaś (jego nie trzeba przedstawiać) i Szymon Kloska (z Instytutu Książki). Przy całym profesjonalizmie Panów i szacunku dla dobrej roboty jaką wykonują na co dzień, odebrali spotkaniom na OFF Festivalu pewien luz. Momentami miałam wrażenie, jakbym słuchała audycji radiowej a czasami zastanawiałam czy przypadkiem Panowie nie nudzą się podczas rozmowy bardziej niż ja. I chociaż wciąż pojawiali się interesujący goście: można było posłuchać Weroniki Murek zanim stało się to modne czy zobaczyć Jakuba Żulczyka, to był to rok, w którym pożegnano się z fajną atmosferą i pozbawiono Kawiarni Literackiej wyjątkowości. Po prostu, kolejna impreza z czymś na kształt spotkań autorskich. 

Tegoroczna edycja okazała się gwoździem do trumny. Program Kawiarni Literackiej ustalano podobno do ostatniej chwili i jak powiedział przedstawiciel OFF Festivalu „był rezultatem kompromisu”. Zdecydowanie zgniłego. Publiczność zagłosowała nogami i nie pojawiła się zbyt licznie na spotkaniach o politycznym zabarwieniu: „Twórcy na podsłuchu” z Joanną Siedlecką, „Jankes na dworze Mieszka I” z Philipem Earl Steelem czy „Wyklętych droga – z nicości blask” z Dawidem Golikiem i Wacławem Holewińskim. Wszystkie prowadzone przez parę Dariusz Kawa i Anna Czartoryska-Sziler. Przedstawiciele OFFa próbowali jeszcze tłumaczyć przed festiwalem, że to dowodzi otwartości na dyskusję, ale kto był na tych spotkaniach wie, że to była zwykła ściema. Na najbardziej kontrowersyjnym poświęconym żołnierzom wyklętym, tematowi przecież trudnemu, nie było żadnej dyskusji. Zaproszeni goście zgadzali się ze sobą praktycznie we wszystkim, a zwłaszcza w tym, że walka wyklętych była bezsprzecznie słuszna. Prowadzący ze zrozumieniem kiwali głową i łypali okiem na publiczność oczekując reakcji. Po paru minutach ich oczekiwania spełnił w pewien sposób Jan Kapela, który odśpiewał „Rotę” ze zmienionym tekstem. Pan z IPNu skomentował: „Szkoda, że nie Międzynarodówkę” po czym próbował kontynuować swój wywód. Po wyjściu prowokatorów rozmówcy bardzo szybko powrócili do klepania się po plecach. Na koniec poproszono o pytania z sali po czym pozwolono na jedno. Drugi głos z sali był tylko pretekstem do podziękowań, po których klakierzy z pierwszego rzędu podskoczyli w ekstazie. Kurtyna. 

Koreańczycy z Jambinai na scenie głównej
 

W części, która przypominała poprzedni rok można było spotkać się z Ewą Berbeką czy Katarzyną Puzyńską, tradycyjnie nie zabrakło poezji, ale hitem okazało się spotkanie ze Stanisławem Łubieńskim („Dwanaście srok za ogon”) co wprawiło w pewne zakłopotanie nie tylko autora ale i prowadzących (Nogaś i Kloska). Mimo to Łubieński okazał się fantastycznym opowiadaczem, pełnym pasji i wdzięku, rozbawił zgromadzoną publiczność i udowodnił, że nawet na głupie pytanie można interesująco odpowiedzieć. Dobrze, że było to ostatnie spotkanie, bo jeżeli Kawiarnia miałaby już nigdy na OFFa nie wrócić (tak śpiewały za kulisami ptaszki) to zostawiło ono iskierkę nadziei, że można dyskusje okołoksiążkowe prowadzić w fascynujący sposób i przyciągnąć na nie ludzi, którzy normalnie by nie przyszli. Bo czy nie tak właśnie należy promować czytelnictwo?

Kawiarnia Literacka w ciągu swoich dwóch najlepszych lat była miejscem, gdzie można było przyjść i posłuchać ciekawych dyskusji. Pooglądać w kącie książki a nawet zakupić je ze zniżką (a jakże!). Trafiali też tam spragnieni odrobiny wytchnienia od festiwalowego hałasu, trochę innego menu czy karty win. Krzysztof Varga jako prowadzący potrafił zadawać interesujące pytania, wykreować atmosferę dyskusji, a nawet zachęcić publiczność do pytań, co było nie lada sztuką (OFFowa publiczność, może jako trochę mniej obyta z autorami, jest wyjątkowo nieśmiała). Dzięki poczcie pantoflowej i atmosferze namiotu zaczęli też tam zachodzić uczestnicy, którzy w życiu nie byli na spotkaniu autorskim. Ciekawe, że gdy organizator zdecydował się na wsparcie z Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, wyparowała cała oryginalność i wyjątkowość, a tegoroczne upolitycznienie odstraszyło jeszcze bardziej. Obawiam się, że historia Kawiarni Literackiej jest koncertowym przykładem jak zmarnować potencjał i pieniądze. Szkoda.
Dookoła książek i nie tylko - prasówka tydzień 31

Dookoła książek i nie tylko - prasówka tydzień 31

Wakacyjne prasówki są krótkie. Dzisiejsza także. Pogoda co prawda jest wybitnie książkowa, ale  ten weekend spędzam "niepapierowo" w Katowicach na OFF Festivalu. Co to dokładnie ma wspólnego z książkami napiszę na blogu w przyszłym tygodniu, tymczasem zapraszam na newsy ze świata:
  • Zastanawialiście się kiedyś, jakie miasta powinien odwiedzić miłośnik książek? Quartz przygotował dla nas zestawienie tych z największą średnią liczbą księgarń i bibliotek na mieszkańca. To gdzie jedziecie na kolejny urlop?
  • The New York Times pisze o niezwykłej parze: Jane Austen i Williamie Szekspirze. Mówicie, że się nigdy nie spotkali? Dzisiejsza popkultura znosi wszelkie ograniczenia i między innymi o tym jest wystawa w Waszyngtonie
  • Frankfurter Allgemeine Zeitung pisze o kryzysie, w jaki popadły antykwariaty. I to nie tylko te stacjonarne, ale i internetowe. Czy da się je jeszcze uratować?
  • O sile kobiecej przyjaźni i jej obrazie w nowych (i nie tylko) powieściach możecie poczytać na The Guardian

Zdjęcie tygodnia: Biblioteca Real Gabinete Portugues De Leitura, Rio de Janeiro, Brazylia
Źródło: www.ripleyslondon.com


Copyright © 2016 Niekoniecznie Papierowe , Blogger