wtorek, 23 lutego 2016

Okładkowa podróż # 1

Oceniać czy nie oceniać po okładce? Można dowiedzieć się czegoś o treści patrząc tylko na oprawę książki czy nie można? Lubię ładne wydania. Kolor, typografia, papier nigdy nie decydują ostatecznie o tym czy coś przeczytam, czy nie, jednak wolę trzymać w ręku ładny przedmiot. Zwyczajnie poprawia mi to humor.  Wściekam się okropnie, gdy dobra książka ma złą okładkę i jest po prostu brzydka. Długo byłam przekonana, że zwłaszcza polscy wydawcy idą na łatwiznę i ubierają książki w coś, co schlebia gustom większości zamiast podjąć wyzwanie i stworzyć ładny projekt. W myśl zasady „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” postanowiłam sprawdzić czy faktycznie w Polsce jest tak źle, czy może specjalnie nie odbiegamy od reszty świata.  Zapraszam Was na przegląd okładek do nagrodzonej Bookerem powieści Richarda Flanagana „Ścieżki Północy”.

Przy szukaniu okładek do różnych wydań niezwykle pomocny okazał się portal Goodreads. W razie wątpliwości szukałam informacji bezpośrednio na stronie danego wydawnictwa. Większość okładek pochodzi z krajów europejskich, USA i oczywiście Australii. Nie udało mi się znaleźć informacji o wydaniu japońskim. Jeżeli doszperacie się w odmętach internetu kolejnych okładek, koniecznie dajcie znać. 

Czerwona kamelia 
Zdecydowanie dominującym motywem dla „Ścieżek północy” okazał się kwiat, który podczas pierwszego spotkania z głównym bohaterem miała we włosach Amy, żona jego wuja, kobieta, z którą połączy go gorący romans. 
Od lewej: wydanie australijskie (2013), brytyjskie (2014), holenderskie (2014), australijskie (2014) i włoskie (2015).





Tory 
Powieść Richarda Flanagana to także opowieść o losach jeńców wojennych wykorzystywanych przez Japończyków do budowy Kolei Śmierci. Do tego wątku nawiązali wydawcy z Portugalii, Rumunii i Niemiec.
Od lewej: wydanie portugalskie (2015), rumuńskie (2015) i niemieckie (2015).


Kwiat i kolej
Połączenie obu powyższych elementów wydaje się dość nieoczywiste, chociaż z pewnością bardziej oddaje treść powieści, nie wywyższając żadnego z wątków. Na takie rozwiązanie zdecydowano się w USA, Danii i Grecji.

Od lewej: wydanie amerykańskie (2014), duńskie (2015) i greckie (2015).

Kobieta
Postać kobieca na okładce to, zwłaszcza w Polsce, motyw dość często sugerujący literaturę z ważnym wątkiem romantycznym. Okazuje się jednak, że po zdjęcie blondynki z kwiatem we włosach sięgnięto najpierw w Wielkiej Brytanii. Ba! Spójrzcie na wydanie hiszpańskie, gdzie rozszerzenie planu i dodanie postaci mężczyzny jeszcze mocniej sugeruje romans.  

Od lewej: wydanie brytyjskie (2015), polskie (2015) i hiszpańskie (2016).


Przyznaję, że okładka bułgarskiego wydania wprawiła mnie w zakłopotanie. Po krótkiej internetowej wycieczce wydaje mi się jednak, że to nie żart. O tym, że można zrobić to lepiej i bardziej nastrojowo doskonale wiedzą Francuzi.  

Od lewej: wydanie bułgarskie (2016) i francuskie (2016).

Rodzynek
Na koniec okładka czeskiego wydania. Nie nawiązuje do żadnego ze wspomnianych wątków powieściowych, tylko bezpośrednio do tytułu. 

Wydanie czeskie (2015).


Zwróćcie też uwagę na dobór kolorów. Jedynie trzy z okładek nie mają żadnego czerwonego elementu: portugalska, niemiecka i czeska. W wydaniu francuskim, chociaż nie widać tego na pierwszy rzut oka, bo zdjęcie jest w sepii, to szminka jest czerwona. Na pewno.
Na koniec przyznam się Wam szczerze, że nie mam zdecydowanego faworyta. Może z odrobinę większą sympatią patrzę na okładki z Australii. Polskie wydanie wypada całkiem przyzwoicie zwłaszcza w zestawieniu z bułgarską koleżanką. 

A Wam która z okładek podoba się najbardziej?

Zdjęcia pochodzą z portalu goodreads.com, poza okładką do wydania francuskiego zaczerpniętą z  amazon.fr. 

9 komentarzy :

  1. Świetny wpis! Czasami przyglądam się innym okładkom książek, bo korzystam z Goodreads, a tam to jest wygodne. To ciekawe, jakie są okładkowe mody na świecie :) A drugą bardzo ciekawą sprawą jest to, co się dzieje z tytułami. Przyglądałam się temu, pisząc o jednej z książek Hiromi Kawakami, to była niezła zabawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że spodobał Ci się wpis! Na pewno będzie jeszcze coś na ten temat na blogu, bo mam w głowie kilka pomysłów. Muszę się jednak przyznać, że o tytułach nie pomyślałam, ale sprawdziłam szybko Hiromi Kawakami: naprawdę niesamowite te tytuły! Goodreads to jest jednak całkiem dobre dobro.

      Usuń
  2. Niesamowita podróż, przyznam, że najbardziej spodobała mi się okładka czeska. Podoba mi się też idea połączenia kwiatu i torów, zwłaszcza w wydaniu amerykańskim.

    I jakoś tak przypomniał mi się dzięki Tobie wpis Anny Teodorczyk o projektowaniu okładek dla polskich wydawców, mogę go tu podlinkować? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydanie czeskie właściwie natchnęło mnie na ten wpis, bo jest inne niż wszystkie.

      Linkuj, koniecznie!

      Usuń
    2. Oj tak, zdecydowanie się wyróżnia! To w takim razie linkuję. :) -- http://annaalternatywnie.blogspot.com/2016/02/ryzyko-nie-zawsze-sie-opaca.html

      Usuń
    3. Maną, dziękuję za link. Nawet nie wiedziałam do tej pory, że nie wiem, co oznacza subtelność i nowoczesność. Człowiek uczy się całe życie!

      Usuń
  3. Świetny wpis!
    Czasami podglądam okładki zagranicznych wydań, bywa, że wrzucam je do notki, ale takiej interesującej okładkowej wycieczki nigdy nie zrobiłam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło przeczytać komplement od tak wszechstronnej podróżniczki. :)
      Ja cały czas jestem pod wrażeniem Twojego pomysłu na post walentynkowy.

      Usuń
    2. Dzięki. :D

      A ja jestem dumna z naszych chłopaków. Bardzo się bałam, że nikt nie weźmie w tym udziału. :D

      Usuń