środa, 3 sierpnia 2016

Jak długo trzeba czekać na polskie tłumaczenie? - Man Booker Prize

W zeszłym tygodniu jury The Man Booker Prize ogłosiło tzw. długą listę czyli 13 nominowanych powieści, które pretendują do miana najlepszej w 2016 r. Nagroda uznawana jest za jedną z bardziej prestiżowych w obszarze anglojęzycznym. Zwycięzca oprócz sporej sumy pieniędzy otrzymuje również gwarancję rozpoznawalności na świecie. W Polsce powieści nagrodzone w ostatnich latach Bookerem radziły sobie całkiem nieźle. "Wszystko co lśni" Eleanor Catton i "Ścieżki północy" Richarda Flanagana może i nie pobiły rekordów popularności, ale można było je bez problemu dostać w księgarniach a wśród czytelników znaleźć sporo osób skłonnych do dyskusji. Zresztą nie tylko zwycięzcy korzystają na prestiżu nagrody. Często sam fakt nominowania, znalezienia się na krótkiej czy nawet długiej liście pomaga w przebiciu się do świadomości szerszego grona. A jeżeli krytycy i media rozkręcą wokół książki gorącą dyskusję, autorka czy autor rzadko mogą prosić o więcej. Obecnie korzysta z tego Hanya Yanagihara, której "Małe życie" niektórych męczy, niektórych zachwyca, ale czytają je prawie wszyscy prawie wszędzie. 

Nagroda Bookera przyznawana jest powieściom napisanym w języku angielskim, więc by móc sprawdzić czy jury ma rację, czytający po polsku muszą chwilę poczekać. Ile trwa ta chwila? Już nie raz spotkałam się z uwagami, ale też i z artykułami w prasie tradycyjnej podkreślającymi, że na niektóre pozycje z literatury światowej musimy czekać długo. Bardzo długo. Albo nie otrzymujemy ich wcale. Moja dociekliwa dusza postanowiła wykorzystać wolną chwilę i sprawdzić na przykładzie rzeczonego Bookera, ile to jest dokładnie.

Wędrowny robotnik, włóczęga, w Australii i Nowej Zelandii zwany "swagman" i chatka na drodze do Hokitika (miejsce akcji "Wszystko co lśni") autorstwa Thomasa Selby Cousins'a, 1875 r.
Źródło: National Library of New Zealand, natlib.govt.nz


Z góry zaznaczam, że jest to przede wszystkim zabawa. Sprawdziłam jedynie książki nominowane do nagrody Bookera w 3 ostatnich edycjach. Jako punkty odniesienia wybrałam lipiec, w którym ogłaszana jest długa lista nominowanych i październik, kiedy poznaje się zwycięzcę. Pamiętajcie, że nie są to daty ukazania się oryginalnego wydania. Nie można więc na podstawie tego przydługiego tekstu wyciągać zbyt uogólniających wniosków.
W poszukiwaniach polskich wydań bardzo pomocne okazały się czytelnicze portale lubimyczytac.pl i goodreads.com. Oba mają nawet daty przyszłych premier!

Drodzy, zacznijmy zatem od zwycięzców. Na powieści nagrodzone Bookerem w latach 2013-2015 polski czytelnik czekać musiał rok. A właściwie wciąż czeka bo premiera "Krótkiej historii siedmiu zabójstw" Marlona Jamesa zaplanowana jest na październik 2016 r. Czy tyle trwa średnio wydanie książki? Czy znaczenie tu ma fakt, że premiera zbiega się z datą ogłoszenia zwycięzcy kolejnej edycji? Czy to długo? Może Wy znacie odpowiedzi?

Jeżeli chodzi o książki z tzw. krótkiej listy nominowanych z edycji 2013 ukazały się dwie powieści "W poszukiwaniu istoty czasu" Ruth Ozeki i "Testament Marii" Colma Tóibína odpowiednio w sierpniu i wrześniu 2014 r. czyli 13-14 miesięcy po pierwszych Bookerowych ogłoszeniach (10-11 po zwycięzcy). Z długiej listy na rynek polski trafiło jedynie "Pięć okien z widokiem na Szanghaj" (w czerwcu 2014 r.).

oprac. własne

Z kolejnej odsłony (2014 r.) oprócz zwycięskich "Ścieżek północy" doczekaliśmy się z długiej listy "Orfeusza" Richarda Powersa (polskie wydanie: listopad 2014), powieści "My" Davida Nichollsa (luty 2015) i "Czasomierzy" Davida Mitchella (styczeń 2016). "Wstać znowu o ludzkiej porze" Joshua Ferris'a (marzec 2016) oraz "Nie posiadamy się ze szczęścia" Karen Joy Fowler (maj 2016) - obie z krótkiej listy - ukazały się najpóźniej. Zauważcie jednak, że w sumie aż 6 z 13 nominowanych książek możemy dzisiaj przeczytać po polsku.

oprac. własne

Zanim nadejdzie październik możemy poznać aż trzy powieści z edycji Bookera za 2015 rok. Do tej pory ukazały się bowiem "Na szpulce niebieskiej nici" Ann Tyler (listopad 2015), "Małe życie" Hanya Yanagihary (kwiecień 2016) i "Rybacy" Chigozie Obiomy (czerwiec 2016). Zanim westchniecie z rozczarowaniem, że na polskie tłumaczenia powieści z listy ogłoszonej tydzień temu przyjdzie nam czekać prawie 13 miesięcy (średnia liczba miesięcy od ogłoszenia długiej listy do polskiego wydania) przypomnijcie sobie tegoroczne premiery: "Mam na imię Lucy" Elizabeth Strout (maj 2016) oraz "Eileen" Ottessy Moshfegh (marzec 2016). W ich przypadku matematyczna formuła pokazała ujemną liczbę. Warto też zwrócić uwagę, że z pozostałych nominacji jedynie "His bloody project" Graeme Macrae Burneta ukazał się w listopadzie 2015 r. (oryginał w jęz. angielskim), reszta wydana została po marcu tego roku, raptem kilka miesięcy temu. Nieślubny, który ze zdziwieniem śledził przez ramię moje rozpiski w arkuszu kalkulacyjnym, spytał się:  "A czemu nie ma jeszcze Coetzeego?". Otóż, drodzy Czytelnicy, światowa premiera tej książki zaplanowana jest dopiero na wrzesień.

oprac. własne

Rzut oka na trzy (a właściwie cztery) edycje Bookera nie napawa jakimś wyjątkowym optymizmem, trochę książek tłumaczonych jest na polski, trochę też trzeba na nie poczekać. Dla niezwykle dociekliwych pozostaje nauka i czytanie w oryginale (e-booki na pewno ułatwiają dostęp) bądź anielska cierpliwość.

4 komentarze :

  1. Masz rację, optymistycznie to nie wygląda, ale daje szansę na naukę języka. Bardzo ciekawy wpis. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zastanawiałam się też przy pisaniu czy na pewno koniecznie wszystkie książki nominowane do Bookera powinny być tłumaczone na polski. Jeżeli by optymistycznie założyć, że trafiają do nas te najlepsze to może nie jest tak źle. Ale żeby to zweryfikować, trzeba by jednak przeczytać wszystkie. W oryginale. :)

      Usuń
  2. Trzeba przyznać, że wykonałaś niezłą pracę na potrzeby tego posta i rzeczywiście prezentuje się to ciekawie, chociaż, co było do przewidzenia, raczej mało optymistycznie. Z drugiej strony, może to i lepiej, że tłumaczenia nie wychodzą za szybko, bo książki, które pojawiają się w wersji polskiej po np. zaledwie trzech-czterech miesiącach okazują się często słabo przetłumaczone. W takich przypadkach tłumaczenia robią zwykle mało doświadczeni tłumacze za najniższe możliwe wynagrodzenie. Uważam, że lepiej poczekać na dobre tłumaczenie, niż dostać je od razu, ale rozczarowujące. Nie mówię jednak, że to jakaś reguła, pewnie zdarzają się książki przetłumaczone szybko i dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, lepiej chwilę poczekać i dostać dobre tłumaczenie.
      Zaczęłam się też zastanawiać, jak wygląda sytuacja z książkami nagrodzonymi w obszarze nieanglojęzycznym. Przecież taka Nagroda Goncourtów ma długą historię i dość wysoki prestiż! Albo nagrody dla książek w języku hiszpańskim (np. Premio Planeta), którym mówią miliony ludzi. Chyba będzie z tego cykl...

      Usuń