wtorek, 30 sierpnia 2016

Śmierć w Amazonii, Artur Domosławski

Artur Domosławski jest w Polsce niekwestionowanym autorytetem w sprawach Ameryki Łacińskiej. Nie wiem czy jest drugi reporter, który poświęcił tyle czasu na podróże na ten piękny kontynent. I to nie jakieś tam wycieczki, ale wyprawy w głąb puszczy, w miejsca, w które zwykli ludzie się nie zapuszczają. Nie da się przecenić wiedzy i doświadczenia, a także wrażliwości jaką zdobył rozmawiając z mieszkańcami Argentyny, Meksyku czy Peru. Jego “Gorączka latynoamerykańska” i teksty publikowane w prasie są obowiązkową lekturą, dla każdego, kto chce się o tym regionie świata dowiedzieć więcej. “Śmierć w Amazonii” wydana w 2013 roku nie jest złą książką, ale jest niebezpieczna.

Właściwie są to trzy reportaże poruszające ważne kwestie dotyczące puszczy amazońskiej: wycinkę drzew w Brazylii, wydobywanie złota w Peru i ropy w Ekwadorze. W pierwszym Domosławski przedstawia jak interesy nie tylko wielkich koncernów, ale też i różnych światowych przemysłów ogniskują się na tym przepięknym obszarze. Bo musicie wiedzieć, że drzewa w Amazonii wycinają nie tylko lokalni bonzowie, by zdobyć tereny pod hodowlę bydła, nie tylko by wyeksportować drewno dobrej jakości, z którego potem powstają meble, ale też wypala się z nich węgiel drzewny, z którego korzystają lokalne zakłady produkujące stal bądź surówkę. W wielkim skrócie oznacza to, że na 99,9% macie u siebie w domu coś, co zostało wyprodukowane kosztem Amazonii. A także to, że jesteście winni nie tylko dewastacji zielonych płuc Ziemi, ale także śmierci wielu ludzi, którzy zginęli stawiając czoła lokalnym bonzom i międzynarodowym korporacjom, w tym bohaterów reportażu Domosławskiego Marii i José Cláudia. Czujecie się z tym źle? To dobrze, bo tak macie się czuć. 

Rzeźby Loisa Andivalfarei, współczesnego artysty urodzonego w południowym Tyrolu.
Źródło: zottartspace.com


Drugi z tekstów opisuje walkę lokalnej społeczności z amerykańskim koncernem wydobywającym złoto w Peru. Wielki projekt kolejnej kopalni miał zagrozić środowisku naturalnemu poprzez zniszczenie położonych wysoko w Andach przepięknych lagun i zaburzenie gospodarki wodnej. Gdy w grę wchodzą tak ogromne pieniądze, nie obejdzie się i bez polityki. Projekt Conga wspierany był przez rząd peruwiański, a może i amerykański? Organizacje pozarządowe i rdzenni mieszkańcy długo walczyli o zmiany w projekcie, które zminimalizowałyby negatywny wpływ na środowisko. W końcu w protest zaangażowali się lokalni politycy i projekt został zawieszony*.

W trzecim z tekstów Domosławski zabiera nas do Ekwadoru, gdzie w latach 60-tych Texaco rozpoczęło wydobywanie ropy naftowej. Początkowo lokalna ludność była bardzo zadowolona z nowych miejsc pracy czy lepszej infrastruktury. Niestety z czasem okazało się, że w wyniku zatrucia okolicy (koncern naftowy nie zachowywał nawet podstawowych zasad bezpieczeństwa by odpowiednio zutylizować odpady powstałe w procesie wydobywania) coraz więcej osób zapadało na dziwne bądź nieuleczalne choroby. Texaco wycofało się z Ekwadoru na początku lat 90-tych, w żaden sposób nie rekompensując wyrządzonych szkód. Niedługo później, w 1993 roku rozpoczęła się prawna batalia z koncernem, najpierw w USA, a potem w Ekwadorze. Domosławski snuje opowieść wokół osoby ekwadorskiego prawnika, jednej z kluczowych postaci całego procesu. Wyrok zapadł w 2008 roku i nakazywał koncernowi zapłatę najwyższego wówczas odszkodowania. Problem polega na tym, że Texaco (a obecnie Chevron) od lat nie prowadził działalności w Ekwadorze, więc nie było jak wyegzekowawać kary. Obrońcy środowiska nie poddają się i od 8 lat uparcie zakładają sprawy w krajach, w których Chevron prowadzi działalność, próbując uzyskać zasądzoną kwotę. Jak na razie bez zwycięstw. 
Źródło: zottartspace.com


Artur Domosławski serwuje nam niezwykle pesymistyczną wizję świata. Tym bardziej przygnębiającą, że prawdziwą. Ogromne pieniądze, międzynarodowe koncerny, które bezwzględnie wykorzystują dążenie krajów rozwijających się do podniesienia poziomu życia, oszczędzając, gdzie się da, zgarniając większość zysków, politycy i lokalni bonzowie, którzy chcą zdobyć jak najwięcej władzy i majątku. I my, globalni konsumenci w uprzywilejowanej pozycji, którzy nawet nie chcąc przyczyniamy się do niszczenia środowiska naturalnego i śmierci ludzi, którzy pragną je chronić. Nie ma litości, drogi czytelniku, to nie jest przyjemna lektura.

Dlaczego napisałam na początku, że jest to książka niebezpieczna? Wszystkie trzy reportaże napisane są w tonacji czarno-białej, jednoznacznej opozycji źli - dobrzy. Po jednej stronie stoją międzynarodowe koncerny, lokalni bonzowie, politycy i my - konsumenci bogatej Północy, po drugiej - rdzenni mieszkańcy walczący o zachowanie środowiska i naturalnego bogactwa Ameryki Południowej. Problem polega na tym, że świat nie jest tylko dwukolorowy. Po jednej i drugiej stronie muszą być źli i dobrzy, nawet ludzie o szczytnych ideach muszą mieć jakieś wady. W reportażach Domosławskiego brakuje średniaków, ludzi, którzy trochę skorzystali (np. sprzedając ziemię), ale nie do końca zgadzają się na dewastację natury. Nie pojawiają się nawet jako tło. Może taki był zamysł autora, by dobitniej przedstawić racje ekologów. Zresztą nokautuje czytelnika już w pierwszym reportażu, mówiąc, że ma na rękach krew Marii i José Cláudia. Nie jakiś bezimiennych tłumów, ale dwóch konkretnych dobrych ludzi. Tak, to jest szantaż emocjonalny. Są pewnie osoby, które powiedzą, że to zabieg literacki, narzędzie, po które sięga by wstrząsnać i poruszyć. Czy nie jest to jednak rodzaj przemocy? Jak daleko stąd do postawy, kto nie z nami ten przeciwko nam?
Źródło: ladigetto.it


* Ostatnie wieści z kwietnia 2016 roku wyglądają optymistycznie. Máxima Acuña de Chaupe, jedna z bardziej zaangażowanych w protest, otrzymała prestiżową nagrodę dla działających na rzecz ochrony środowiska Goldman Environmental. Amerykański koncern Newton Mining najprawdopodobniej pożegnał się z perspektywą wznowienia projektu. W corocznym raporcie złożonym amerykańskiej Komisji Papierów i Giełd (SEC) koncern zaznaczył, że przy obecnej sytuacji lokalnej nie widzi szans na uruchomienie wydobycia w przewidywalnej przyszłości. (źródło: mining.com)

2 komentarze :

  1. Nie znałam tego artysty, jego prace są niesamowite! Dziękuję, że nam je pokazałaś! Co do książki, nie czytałam, ale skłaniam się ku Twojej opinii, że odmalowywanie świata tylko w czerni i bieli to nienajlepsza metoda na jego przedstawienie, a już na pewno nie w reportażu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że zwróciłaś na nie uwagę! Muszę się przyznać, że zilustrowanie nimi akurat tego wpisu nie jest jakimś oryginalnym pomysłem. Po raz pierwszy wypatrzyłam jego pracę na okładce książki zrecenzowanej na blogu Przeczytałam książkę. Ania była tak miła, że sprawdziła nazwisko twórcy i podsunęła mi nawet adres jego strony http://www.loisanvidalfarei.it/de/. Książka to zbiór opowiadań o przerażającej części historii Boliwii. Prace Andivalfareia wywołują u mnie ciarki na plecach i pewnie jeszcze długo będą dla mnie ponurą ilustracją tego co działo się i dzieje w Ameryce Południowej. Chciałabym kiedyś zobaczyć je na żywo!

      Usuń