Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Czas Kondora. Jak Pinochet i jego sojusznicy zasiali terroryzm na trzech kontynentach, John Dinges

Czas Kondora. Jak Pinochet i jego sojusznicy zasiali terroryzm na trzech kontynentach, John Dinges

To był nijaki dzień w Santiago. Jesień, niby ciepło, ale szaro, buro, smog nad miastem. Monumentalne góry, zazwyczaj na wyciągnięcie ręki, ledwo było widać. Gdy weszłam na teren ogrodu Villi Grimaldi, przywitał mnie niesamowity skrzek papug, które niestrudzone budowały na araukariach swoje gniazda. Czterdzieści lat temu było tu jedno z najważniejszych miejsc tortur chilijskiej tajnej policji politycznej DINA.* A one wciąż się darły, bez cienia pamięci i szacunku. 

John Dinges, wieloletni korespondent w Chile, został najprawdopodobniej przewieziony do Villi Grimaldi po jednym z aresztowań przez policję Pinocheta. Wyszedł z tego cało. To wydarzenie, jak i wiele innych z tamtego okresu, których był świadkiem spodowało, że poświęcił dużo czasu i energii na upublicznienie wielu z tajemnic chilijskiego reżimu. „Czas Kondora” jest przedstawieniem wyników śledztwa dziennikarskiego o wspólnej operacji krajów Ameryki Południowej, której celem było wyeliminowanie politycznych przeciwników oraz roli, jaką w tym wszystkim odegrały Stany Zjednoczone. Amerykański dziennikarz dotarł do wielu niepublikowanych dokumentów, rozmawiał zarówno z byłymi dyplomatami USA jak i prominentami dyktatur wojskowych, ludźmi bezpośrednio lub pośrednio zaangażowanymi we wspólne operacje tajnych służb. Nawiązał kontakt z hiszpańskimi sędziami i prokuratorami, którzy w 1998 r. przyczynili się  do aresztowanie Pinocheta i przeanalizował tysiące dokumentów odtajnionych przez administrację Clintona poświęconych „Operacji Kondor”. 

"El muro de los nombres" - mur upamiętniający osoby zaginione, aresztowane bądź zamordowane w Villa Grimaldi w latach 1973-1978. Sami widzicie jak tam ponuro.
Fot. Piotr Lewandowski


Chciałoby się napisać, że dostajemy do rąk świetnie napisany i niezwykle realistyczny thriller polityczny. Tylko, że to jest literatura faktu. „Operacja Kondor” była porozumieniem przywódców Chile, Argentyny, Brazylii, Urugwaju, Boliwii i Paragwaju o wymianie informacji (faza pierwsza), przekazywaniu sobie więźniów pomiędzy krajami (faza druga) i ściganiu przeciwników politycznych poza Ameryką Południową (faza trzecia). John Dinges nie ogranicza się jedynie do opisania działalności dyktatur Ameryki Południowej, przedstawienia ich niezwykle aroganckiego planu. Odmalowuje nastroje jakie panowały w tamtym czasie na arenie międzynarodowej, strach przed międzynarodowym komunistycznym terroryzmem, opisuje faktyczne działania lewicowych opozycji i bojówek oraz ich propagandowe przedstawienia. Sporo miejsca poświęca zaangażowaniu bądź jego braku ze strony Stanów Zjednoczonych. I nie rezygnuje z surowej oceny działań. Oskarża USA o cynizm i wyrafinowanie, o rozdźwięk między oficjalnym poszanowaniem praw człowieka a faktycznym wspieraniem bezprawia w imię walki z „międzynarodowym terroryzmem”. Za tę pychę przyszło zresztą Stanom Zjednoczonym słono zapłacić, gdy w ramach realizacji fazy trzeciej "Operacji Kondor" doszło do zamachu na ich terytorium, w samej stolicy.**

W Polsce specjalistą od Ameryki Południowej jest Artur Domosławski. Skupia się jednak przede wszystkim na sytuacji wewnątrz kontynentu. Dzięki tej publikacji Czarnego mamy szanse zapoznać się z międzynarodowym kontekstem lat 70-tych, szerzej spojrzeć na zaangażowanie Stanów Zjednoczonych i konsekwencje, jakie za sobą pociągnęło, a gdzieś na marginesie sprawdzić, jakim echem odbijało się to w Europie i zrozumieć prawne implikacje oraz znaczenie aresztowania Pinocheta w Londynie w 1998 r. 

 Jedna z kilku tablic informacyjnych na terenie Villa Grimaldi. "Nunca mas en Chile" to po hiszpańsku "Nigdy więcej w Chile".
Fot. własna


„Czas Kondora” jest w kilku miejscach irytujący. Mimo ogromu pracy i niekwestionowanego zaangażowania Dinges wyniki dziennikarskiego śledztwa przedstawia czasem jako bezsporne fakty, podczas gdy wydają się być raczej prawdopodobnymi hipotezami. Nie szczędzi złośliwości pod adresem Margaret Tatcher i jej przyjacielskich spotkań z Pinochetem na herbatkę. Ciężko też jest się połapać w chronologii pierwszych rozdziałów, czasami przytłacza liczba tak przecież istotnych przypisów. Najbardziej jednak drażni fakt, że książka napisana została w 2003 r., posłowie zahacza o wydarzenia kolejnych dwóch lat, ale polscy czytelnicy są pozostawieni z ponad dziesięcioletnią dziurą czasową, która obfitowała w tak ważne dla tego regionu wydarzenia jak śmierć samego Pinocheta czy niezliczone aresztowania i procesy kolejnych dyktatorów.*** 

Mimo tych kilku drobnych wad jest to fantastyczna lektura. Obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych historią, polityką międzynarodową, rolą USA na świecie, prawami człowieka czy po prostu porządną literaturą faktu. 

P.S. Dzisiaj Villa Grimaldi to miejsce pamięci od połowy lat 90-tych dostępne dla zwiedzających.

*Dirección de Inteligencia Nacional – Narodowa Dyrekcja Wywiadu, tajna policja reżimu Pinocheta, której zadanie polegało na zbieraniu ze wszystkich możliwych źródeł informacji potrzebnych władzom do prowadzenia polityki. Mogła ponadto dokonywać aresztowań i rewizji bez nakazu sądowego oraz prowadzić niejawną działalność operacyjną. Została upoważniona do posiadania własnych ośrodków odosobnienia działających poza państwowym systemem więziennictwa. Źródło: Chile, Jarosław Spyra, Warszawa 2013. 

** Najgłośniejszą akcją w ramach "Operacji Kondor" było podłożenie bomby w samochodzie Orlando Leteliera byłego chilijskiego ministra spraw zagranicznych w rządzie Salvadora Allende obalonego przez Pinocheta. Do zamachu doszło w Waszyngtonie, gdzie Letelier mieszkał i lobbował przeciwko dyktaturze w Chile. 

*** W miniony piątek, tj. 27 maja 2016 r. sąd w Argentynie skazał byłego dyktatora Reynaldo Bignone za zbrodnie przeciwko prawom człowieka, jakie zostały popełnione podczas "Operacji Kondor". Wyrok bez wątpienia jest przełomowy. Więcej można przeczytać na stronach bbc.com http://www.bbc.co.uk/news/world-latin-america-36403909 .


Czas Kondora. Jak Pinochet i jego sojusznicy zasiali terroryzm na trzech kontynentach, John Dinges, tłum. Tomasz Fiedorek, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

Qbik Qlturalny #1 - CHILE

Qbik Qlturalny #1 - CHILE

Chile to kraj wielu „naj”. Gdyby trzymać się faktów, nie jest to najdłuższy kraj na świecie, ale jego smukły kształt oszukał już wielu. Położone pomiędzy Pacyfikiem a Andami w najszerszym miejscu ma około 440 km, w najwęższym 90 km. Atakama uznawana jest za najsuchsze miejsce na Ziemi, a może jest też i najstarszą pustynią. Ojos de Salado o wysokości 6981m to najwyższy wulkan na świecie. Chile wydobywa najwięcej rudy miedzi, ma też jej największe zasoby oraz saletry chilijskiej (sodowej) używanej do nawozów mineralnych czy materiałów wybuchowych. Jest drugim po Norwegii eksporterem łososia, a na wyspie Chiloé występuje ponad 400 gatunków ziemniaka.
Mimo że jest to jeden z najbogatszych krajów Ameryki Południowej to, zwłaszcza w Europie, przegrywa w konkursach popularności z Brazylią czy swoimi sąsiadami Argentyną, Boliwią, Peru. W 2010 r. katastrofa w kopalni San José i akcja ratownicza 33 górników sprawiła, że cały świat z zapartym tchem słuchał wieści z Chile. Z okazji wydania w lutym „Ciemności” Héctora Tobara opisującej tamte zdarzenia, podrzucam Wam garść kulturalnych informacji, śladów i tropów, jak magiczny jest to kraj.  

Laguna Miscanti, fot. Piotr Lewandowski

LITERATURA

Oprócz wspomnianego wyżej reportażu, warto sięgnąć po „Czas Kondora” wydany przez Czarne w 2015 r. i opisujący jak dyktatury wojskowe Ameryki Południowej rozpętały terror, nie tylko we własnym ogródku, ale w ramach walki z komunizmem planowały zabójstwa też poza jego granicami. Autor John Dinges za moment założycielski całej operacji uważa zamach stanu w Chile i przejęcie władzy przez Pinocheta w 1973 r. Bez wątpienia najsłynniejszą powieścią, która przedstawia nie tylko wydarzenia z początku lat 70-tych, ale odmalowuje też szerszy kontekst społeczno-historyczny Chile jest „Dom duchów” Isabel Allende. To fantastyczna saga rodziny Trueba  z wyrazistymi i silnymi postaciami kobiet, przepełniona realizmem magicznym. A jakże! W Polsce ukazały się także powieści José Donoso, Roberto Bolaño i oczywiście poezje noblistów Pablo Nerudy i Gabrieli Mistral. 

FILM

Na Atakamie nie pada średnio 300 dni w roku, a podobno są miejsca, których nie dotknęła nawet  kropla wody. Położona wysoko nad poziomem morza jest idealnym miejscem dla miłośników patrzenia w gwiazdy, zarówno amatorów, jak i profesjonalistów. W Chile umieszczonych jest 42% wszystkich teleskopów. Ogromny kompleks 66 radioteleskopów ALMA (Atacama Large Milimeter Array) to przedsięwzięcie, dzięki któremu naukowcy mają nadzieję odkryć nowe gwiazdy, systemy planetarne, a może nawet obszary galaktyki, gdzie mogłoby powstawać życie.  Niektórzy chodzą jednak po Atakamie z opuszczoną głową i wzrokiem wbitym w ziemię. Archeolodzy odgarniają piasek z pozostawionych na kamieniach śladów cywilizacji prekolumbijskiej, a kilka niemłodych już kobiet przebiera w palcach drobinki poszukując kości utraconych bliskich. Podczas dyktatury Pinocheta Atakama była nie tylko miejscem, gdzie w dawnej kopalni saletry więziono przeciwników politycznych, ale była też masowym grobem dla wielu pomordowanych. Do dziś nie odnaleziono wielu z tych miejsc. 

 Paso Portezuelo del Cajon, fot. Piotr Lewandowski

Dla tych wszystkich historii wspólny mianownik znalazł Patricio Guzmán, znany chilijski dokumentalista, którego film „Tęsknota za światłem” został wyróżniony kilkoma nagrodami. W Polsce można go było zobaczyć parę lat temu na festiwalach filmowych. Podobnie zresztą jak kolejne dzieło reżysera „Perłowy guzik” przeplatające historie plemienia Indian z Patagonii, chłopca, którego w XIX wieku Brytyjczycy zabrali do Europy i kolejne wątki z okrucieństw reżimu Pinocheta. Żywiołem, który dostarcza dla nich pięknego tła jest w tym filmie woda. Mam szczerą nadzieję, że Guzmán dokończy tetralogię patrząc jeszcze na Chile w kontekście ognia i wiatru. Jego filmy mają w sobie delikatność i wrażliwość, są raczej poetycką opowieścią, medytacją niż suchym dokumentem.

Patricio Guzmán opowiada o swoim filmie „Tęsknota za światłem”

Kinomaniacy natknęli się z pewnością na fabularne kino chilijskie. W zeszłym roku w Polsce pokazywany był „El Club” Pablo Larraina mierzący się z trudnym tematem pedofilii wśród księży, a na przełomie roku Ale Kino+ pokazywało jego „Nie” z  Gaelem Garcia Bernal w roli młodego specjalisty od reklamy, który angażuje się w kampanię wyborczą w 1988 r. do referendum, które skończyło dyktaturę Pinocheta.  W tym roku Oskara w kategorii najlepszy krótki film animowany wygrało chilijskie „Bear Story” w reżyserii Gabriela Osoria. To opowieść zainspirowana losami dziadka twórcy, który został aresztowany podczas zamachu w 1973 r. a następnie zmuszony do opuszczenia kraju. Chociaż to film krótki, trwa zaledwie 10 minut, a jego bohaterem jest niedźwiedź dotyka problemu, z którym Chile cały czas próbuje sobie poradzić. Wątek dyktatury Pinocheta odnajdziecie w wielu filmach i książkach, jest to bowiem okres, z którym nie rozliczono się do końca.

MUZYKA

Z Ameryką Południową zazwyczaj kojarzy się brazylijską sambę, kubańską cza-czę czy argentyńskie tango. Chile nie jest co prawda ojczyzną żadnego popularnego tańca, ale w latach 60-tych i 70-tych poprzedniego wieku muzyka popularna przeżywała tam niesamowity rozkwit. Popularnym gatunkiem był nueva cancion czerpiący z tradycji folkloru południowoamerykańskiego (muzyki andyjskiej, rytmiki afroamerykańskiej, argentyńskiego stylu gitarowego), ideologicznie zaś związany z ruchem lewicowym. Najbardziej znanym artystą tego nurtu jest Victor Jara, autor wielu protest songów. W 1973 r. został aresztowany podczas puczu, torturowany a ostatecznie zamordowany.
Mniej więcej w tym samym czasie ogromną popularność wśród młodzieży przeżywał rock chileno  inspirowany muzyką anglosaską i tzw. rockiem psychodelicznym. Swobodna forma, często dłuższe utwory, elementy muzyki bliskiego wschodu, do tego poetyckie, mistyczne teksty i surrealistyczne okładki tworzyły klimat bliższy kulturze hippisowskiej.
Z czasem pojawiły się zespoły i artyści, którzy starali się czerpać z obu nurtów. Tworzyć muzykę zrozumiałą poza Chile, ale mocno osadzoną w jego historii i wyjątkowości. Niezwykle ciekawą współczesną grupą, odnoszącą sukcesy jest Föllakzoid. Grają coś w rodzaju kosmicznego, transowego rocka. Ich muzyka jest minimalistyczna, ale jednocześnie bardzo nastrojowa. Idealny akompaniament podróży panamerykańską Ruta 5 czy obserwacji nocnego nieba. Bo przecież  „w Chile jesteś bliżej gwiazd”*. W czerwcu będzie okazja usłyszeć ich na żywo w Warszawie. Gorąco polecam.

Valparaiso, fot. Piotr Lewandowski

SZTUKA

Jednym z najsłynniejszych chilijskich artystów jest Roberto Matta, architekt, rzeźbiarz, rysownik, projektant wnętrz, poeta. Jego największą pasją było jednak malarstwo. Urodził się w 1911 r. w Santiago de Chile, do Europy przyjechał na początku lat 30-tych, gdzie poznał wielu ówczesnych malarzy, brał udział w wystawie surrealistów w 1938 r. Chwilę później wyjechał do Nowego Jorku. Po wojnie wrócił do Europy, ostatecznie porzucił abstrakcję. W latach 70-tych sporo podróżował, na zaproszenie prezydenta Allende wziął udział w malowaniu murali w Chile. Zmarł w 2002 r. we Włoszech. Retrospektywne wystawy jego prac można było oglądać w nowojorskiej MOMA, paryskim Centrum Pompidou i krakowskim Muzeum Narodowym (2013).
Dziedziną sztuki, która w całej Ameryce Południowej nie odstaje poziomem od światowej czołówki jest architektura. W 2016 r. prestiżową Nagrodę Pritzkera otrzymał chilijski architekt Alejandro Aravena zajmujący się głównie projektowaniem osiedli socjalnych, wspólnych przestrzeni, parków. Założył organizację Elemental, które nie jest tylko pracownią architektoniczną, ale prowadzi działalność mającą na celu poprawę warunków mieszkaniowych dla ubogich. Aravena ogromny nacisk kładzie na zaangażowanie społeczności, dla których projektuje. W Iquique i Constitutión miał zaprojektować domy finansowane przez państwo. Mając do dyspozycji bardzo ograniczony budżet postanowił „zamiast budować mały i zły dom, zbudować pół dobrego”. Z publicznych pieniędzy sfinansowano podstawowe, niezbędne do życia pomieszczenia (kuchnia, łazienka, dwa pokoje) pozostawiając mieszkańcom dowolność w ich wykończeniu. Poza tym, konstrukcja domów pozwala na ich bardzo łatwą rozbudowę według indywidualnych potrzeb i możliwości finansowych. Aravena jest krytykowany, że jego projektom brak poczucia estetyki i dobrego wykonania. Mimo tego oprócz prestiżowej nagrody architekt został kuratorem tegorocznego Biennale Architektury w Wenecji. Warto uważnie śledzić jego kolejne pomysły. 

Na wulkanie Villarica, fot. Piotr Lewandowski

SPORT I TV

Oczywiście, najpopularniejszą dyscypliną sportu w Chile jest piłka nożna. Piłkarze całkiem nieźle poradzili sobie na Mundialu w 2014 r. przegrywając z Brazylią w 1/8 finału. Rok później wygrali u siebie z Argentyną Copa America (w karnych). O ile na boisku było widać motywację zawodników, o tyle poza nim zabłysnęli przede wszystkim w tabloidach: słynny palec Gonzalo Jary i jazda po pijanemu Arturo Vidala (Ferrari poszło do kasacji).
2015 rok był ostatnim do tej pory, w którym Rajd Dakar odbywał się na terytorium Chile. Po nieszczęściach jakie przetoczyły się przez północ i południe kraju (powodzie, pożary i wybuch wulkanu Calbuco) rząd zdecydował o wycofaniu się z imprezy. Nawet jeżeli nie jesteście fanami sportów motorowych, polecam Wam z całego serca obejrzenie przynajmniej kilku odcinków. Półgodzinne podsumowania, które do tej pory pokazywała stacja Eurosport (rajd odbywa się na początku roku) to nie tylko suche podsumowania  kto wygrał etap, ale też wspaniałe zdjęcia południowoamerykańskiej przyrody. Rajd w 2015 roku rozgrywał się w wyjątkowo pięknych okolicach, a jednym z moich ulubionych etapów był ten wokół boliwijskiego Salar de Uyuni,  zaś momentem zapierającym dech w piersiach szalony zjazd Krzysztofa Hołowczyca z niezwykłej urody kilometrowej wydmy wprost ku oceanowi (Iquique, Chile). 

Szarża Hołka pod Iquique 

Na sam koniec, aby ładnie połączyć samochody i telewizję, zwrócę Waszą uwagę na „Top Gear”. Niezależnie od tego czy jesteście fanami Clarksona, czy nie, odcinek specjalny poświęcony podróży przez Argentynę i Chile wart jest obejrzenia. Oba odcinki „Patagonia Special” są dostępne na youtubie. Dostarczają nie tylko rozrywki i możliwości popatrzenia na auta. W scenariuszu przewidziano bowiem, że panowie nie zawsze będą trzymać się głównej drogi, zmienią zdanie, którędy jechać i przynajmniej dwukrotnie przejadą przez Andy, skorzystają z Drogi na koniec świata (Ruta del fin del Mundo), by spędzić niesamowicie romantyczny wieczór na Ziemi Ognistej (Terra del Fuego). Zakończenie chyba nie do końca poszło zgodnie z planem i ekipa musiała uciekać z Argentyny, a sprawa karna o nielegalne użycie tablic rejestracyjnych (nawiązujących do Wojny o Falklandy w 1982 r.) została ponownie otwarta pod koniec zeszłego roku. Kawał pożądnej rozrywki!

INTERNET

Nieocenionym źródłem informacji o Chile, bieżących wydarzeniach, kopalnią wiedzy o historii, kuchni a przede wszystkim fantastycznej przyrodzie jest strona i fanpage Doroty i Miguela Pewnego Razu w Chile. Znajdziecie u nich informacje, co warto zobaczyć wybierając się zwłaszcza na południe kraju, filmiki kręcone podczas wycieczek do parków narodowych, zdjęcia, pełną listę książek o Chile po polsku, spis filmów nie tylko dokumentalnych, często z linkami. I dużo, dużo więcej. Powinnam Was uprzedzić, że po pierwszym kliknięciu możecie przepaść tam na zawsze.

Wszystkie zdjęcia są autorstwa Piotra Lewandowskiego i zostały umieszczone na blogu za jego zgodą. Są chronione prawem autorskim [Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa: 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych].


Po lekturze - Gottland, Mariusz Szczygieł

Po lekturze - Gottland, Mariusz Szczygieł

Inne Czechy

Pisanie recenzji 10 lat po tym, jak ukazało się pierwsze wydanie „Gottlandu”, wydaje mi się wyjątkowo nieodpowiednie.  Podzielę się więc z Wami innymi Czechami, które poznałam bądź wyciągnęłam z pamięci dzięki książce Mariusza Szczygła.  Będzie o turystyce, muzyce i fotografii.

W butach Bata pływasz jak boso
Ich buty znają wszyscy. Zaczynali skromnie jako rodzinne przedsiębiorstwo pod koniec XIX w. w czeskim Zlinie. Dzięki pomysłom i zaradności odnieśli ogromny sukces. Zaczęli robić buty z płótna. Stali się globalnym przedsiębiorstwem i przetrwali nawet czasy komunistyczne w Europie Wschodniej odbudowując firmę poza granicami Czechosłowacji. Dziś główna siedziba Baty mieści się w szwajcarskiej Lozannie.

Batowie mieli wiele pomysłów, które nie ograniczały się jedynie do masowej produkcji obuwia. Mariusz Szczygieł świetnie opisuje te bardziej zwariowane (założenie Leśnego Cmentarza w Zlinie) i te bardziej racjonalne (budowa miasta dla robotników czy założenie Akademii Handlowej). Jeżeli kiedyś będziecie mieli okazję odwiedzić Morawy, koniecznie zajrzyjcie nad Baťův kanál. Wybudowany w latach 1934-1938 w połowie został sfinansowany przez przedsiębiorstwo Bata, w połowie zaś przez Ministerstwo Spraw Socjalnych w ramach walki z bezrobociem. Oczywiście, jego budowa miała racjonalne przesłanki: uregulowanie stanu wód gruntowych i stworzenie drogi transportowej  dla dostaw węgla do fabryki w Otrokovicach. Kanał miał też być częścią czegoś większego – początkowym etapem drogi wodnej łączącej Dunaj z Odrą. Baťův kanál ma ok. 50 km długości i jest dzisiaj atrakcją turystyczną regionu. Można popłynąć nim w kilkugodzinny rejs statkiem turystycznym, można wynająć małą barkę i z rodziną pływać kilka dni, niektórzy decydują się na łowienie ryb, fani techniki zwiedzają liczne śluzy, a Ci bardziej aktywni pedałują wzdłuż po ścieżce rowerowej. Idea wielkiego kanału Dunaj-Odra do dziś nie została zrealizowana, ale pozostaje wciąż żywa. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, zajrzyjcie na oficjalną stronę http://www.d-o-l.cz/index.php/pl. 


Baťův kanál pod koniec lat 30. XX wieku. 
Źródło: www.d-o-l.cz


Padni na kolena před jeho laskou
W reportażach Mariusza Szczygła jest dużo o muzyce, a właściwie o czeskich piosenkarkach i piosenkarzach. Niezwykle poruszająca jest  historia Marty Kubišovej, która padła ofiarą prowokacji służb specjalnych pod koniec lat 60. Lepiej powodziło się jej koleżance Helenie Vondráčkovej. Czeska prasa brukowa, już po upadku komunizmu uznała, że daje jej to prawo do wyciągania i wymyślania przeróżnych historii na temat piosenkarki. W Polsce chyba najbardziej znanym czeskim utworem był jej „Malovaný džbánku”. Czy słyszeliście kiedyś „Dvě malá křídla tu nejsou” Vondráčkovej? Jesteście pewni, że nie? „Dvě malá křídla..” to nic innego jak czeska wersja amerykańskiego przeboju „Killing me softly” Roberty Flack. W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych a nawet i osiemdziesiątych takie utwory cieszyły się w Czechosłowacji niesamowitą popularnością. Z jednej strony słuchacze wiedzieli co piszczy w muzyce poza żelazną kurtyną, z drugiej nie mieli problemu ze zrozumieniem, o czym są zagraniczne hity. Dodatkowo  wszystko miało twarz i głos znanych i lubianych domowych muzyków. Wśród Polaków niektóre z czeskich wersji wywołują śmiech, bezsprzecznie największy wersja hitu Janis Joplin „Padni na kolena před jeho laskou” w wykonaniu Evy Pilarovej. Link do youtube’a z tą i innymi piosenkami znajdziecie tutaj http://novinka.pl/who-the-f-is-alenka-czyli-czeskie-wersje-znanych-hitow/. 

Współczesnym czeskim zespołem wartym polecenia jest duet DVA. Może udało już się Wam trafić na ich koncert, bo dość często grają w Polsce i można ich było zobaczyć np. na OFF festiwalu. Jeżeli jeszcze ich nie znacie, podrzucam poniżej tytułowy utwór z ich ostatniej płyty „Nipomo”. Muzyka DVA wymyka się wszelkim definicjom, sami określają ją bardzo dziwnie. Najciekawsze jest zaś to, że większość swoich utworów wykonują w wymyślonym przez siebie języku. Wywiad z zespołem i recenzje ich płyt możecie przeczytać na Popumusic.



Jeżeli chcecie trzymać rękę na pulsie i wiedzieć co piszczy w czeskiej muzyce, zaglądajcie koniecznie na facebooka do Pyzy Wędrowniczki.

Disaster, 1939
Gdy czytałam „Gottland”, przypadkiem natrafiłam na zdjęcie Eugena Wiškovskiego z 1939 roku „Disaster”. Zaciekawiło mnie, zaniepokoiło i zostało ze mną do końca lektury. Najlepszy okres twórczości  Wiškovskiego przypadł na lata 20. i 30. XX wieku. Jak wielu z bohaterów reportaży Mariusza Szczygła po przewrocie komunistycznym wycofał się z czynnego życia kulturalnego. Zapomniany na lata został ponownie odkryty w latach 60. Jego fotografie są niezwykłe, uwieczniają proste, geometryczne formy, które odnajdował na każdym kroku w otaczających go przedmiotach. Eugen Wiškovský jest jednym z kilkanastu wybitnych czeskich fotografów XX wieku. Inne znane nazwiska to Frantisek Drtikol, Jaromir Funke, Josef Koudelka czy Pavel Štecha (jego zdjęcia możecie znaleźć w środku „Gottlandu”). Po więcej możecie zajrzeć na bloga PHOTODOCUMENT & pinehole o fotografii alternatywnej.

Eugen Wiškovský, Disaster, 1939
Źródło:pineholeandphotodocument.blogspot.com
A jakie są Wasze Czechy?




Copyright © 2016 Niekoniecznie Papierowe , Blogger