poniedziałek, 15 lutego 2016

Po lekturze - Gottland, Mariusz Szczygieł

Inne Czechy

Pisanie recenzji 10 lat po tym, jak ukazało się pierwsze wydanie „Gottlandu”, wydaje mi się wyjątkowo nieodpowiednie.  Podzielę się więc z Wami innymi Czechami, które poznałam bądź wyciągnęłam z pamięci dzięki książce Mariusza Szczygła.  Będzie o turystyce, muzyce i fotografii.

W butach Bata pływasz jak boso
Ich buty znają wszyscy. Zaczynali skromnie jako rodzinne przedsiębiorstwo pod koniec XIX w. w czeskim Zlinie. Dzięki pomysłom i zaradności odnieśli ogromny sukces. Zaczęli robić buty z płótna. Stali się globalnym przedsiębiorstwem i przetrwali nawet czasy komunistyczne w Europie Wschodniej odbudowując firmę poza granicami Czechosłowacji. Dziś główna siedziba Baty mieści się w szwajcarskiej Lozannie.

Batowie mieli wiele pomysłów, które nie ograniczały się jedynie do masowej produkcji obuwia. Mariusz Szczygieł świetnie opisuje te bardziej zwariowane (założenie Leśnego Cmentarza w Zlinie) i te bardziej racjonalne (budowa miasta dla robotników czy założenie Akademii Handlowej). Jeżeli kiedyś będziecie mieli okazję odwiedzić Morawy, koniecznie zajrzyjcie nad Baťův kanál. Wybudowany w latach 1934-1938 w połowie został sfinansowany przez przedsiębiorstwo Bata, w połowie zaś przez Ministerstwo Spraw Socjalnych w ramach walki z bezrobociem. Oczywiście, jego budowa miała racjonalne przesłanki: uregulowanie stanu wód gruntowych i stworzenie drogi transportowej  dla dostaw węgla do fabryki w Otrokovicach. Kanał miał też być częścią czegoś większego – początkowym etapem drogi wodnej łączącej Dunaj z Odrą. Baťův kanál ma ok. 50 km długości i jest dzisiaj atrakcją turystyczną regionu. Można popłynąć nim w kilkugodzinny rejs statkiem turystycznym, można wynająć małą barkę i z rodziną pływać kilka dni, niektórzy decydują się na łowienie ryb, fani techniki zwiedzają liczne śluzy, a Ci bardziej aktywni pedałują wzdłuż po ścieżce rowerowej. Idea wielkiego kanału Dunaj-Odra do dziś nie została zrealizowana, ale pozostaje wciąż żywa. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, zajrzyjcie na oficjalną stronę http://www.d-o-l.cz/index.php/pl


Baťův kanál pod koniec lat 30. XX wieku. 
Źródło: www.d-o-l.cz


Padni na kolena před jeho laskou
W reportażach Mariusza Szczygła jest dużo o muzyce, a właściwie o czeskich piosenkarkach i piosenkarzach. Niezwykle poruszająca jest  historia Marty Kubišovej, która padła ofiarą prowokacji służb specjalnych pod koniec lat 60. Lepiej powodziło się jej koleżance Helenie Vondráčkovej. Czeska prasa brukowa, już po upadku komunizmu uznała, że daje jej to prawo do wyciągania i wymyślania przeróżnych historii na temat piosenkarki. W Polsce chyba najbardziej znanym czeskim utworem był jej „Malovaný džbánku”. Czy słyszeliście kiedyś „Dvě malá křídla tu nejsou” Vondráčkovej? Jesteście pewni, że nie? „Dvě malá křídla..” to nic innego jak czeska wersja amerykańskiego przeboju „Killing me softly” Roberty Flack. W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych a nawet i osiemdziesiątych takie utwory cieszyły się w Czechosłowacji niesamowitą popularnością. Z jednej strony słuchacze wiedzieli co piszczy w muzyce poza żelazną kurtyną, z drugiej nie mieli problemu ze zrozumieniem, o czym są zagraniczne hity. Dodatkowo  wszystko miało twarz i głos znanych i lubianych domowych muzyków. Wśród Polaków niektóre z czeskich wersji wywołują śmiech, bezsprzecznie największy wersja hitu Janis Joplin „Padni na kolena před jeho laskou” w wykonaniu Evy Pilarovej. Link do youtube’a z tą i innymi piosenkami znajdziecie tutaj http://novinka.pl/who-the-f-is-alenka-czyli-czeskie-wersje-znanych-hitow/

Współczesnym czeskim zespołem wartym polecenia jest duet DVA. Może udało już się Wam trafić na ich koncert, bo dość często grają w Polsce i można ich było zobaczyć np. na OFF festiwalu. Jeżeli jeszcze ich nie znacie, podrzucam poniżej tytułowy utwór z ich ostatniej płyty „Nipomo”. Muzyka DVA wymyka się wszelkim definicjom, sami określają ją bardzo dziwnie. Najciekawsze jest zaś to, że większość swoich utworów wykonują w wymyślonym przez siebie języku. Wywiad z zespołem i recenzje ich płyt możecie przeczytać na Popumusic.



Jeżeli chcecie trzymać rękę na pulsie i wiedzieć co piszczy w czeskiej muzyce, zaglądajcie koniecznie na facebooka do Pyzy Wędrowniczki.

Disaster, 1939
Gdy czytałam „Gottland”, przypadkiem natrafiłam na zdjęcie Eugena Wiškovskiego z 1939 roku „Disaster”. Zaciekawiło mnie, zaniepokoiło i zostało ze mną do końca lektury. Najlepszy okres twórczości  Wiškovskiego przypadł na lata 20. i 30. XX wieku. Jak wielu z bohaterów reportaży Mariusza Szczygła po przewrocie komunistycznym wycofał się z czynnego życia kulturalnego. Zapomniany na lata został ponownie odkryty w latach 60. Jego fotografie są niezwykłe, uwieczniają proste, geometryczne formy, które odnajdował na każdym kroku w otaczających go przedmiotach. Eugen Wiškovský jest jednym z kilkanastu wybitnych czeskich fotografów XX wieku. Inne znane nazwiska to Frantisek Drtikol, Jaromir Funke, Josef Koudelka czy Pavel Štecha (jego zdjęcia możecie znaleźć w środku „Gottlandu”). Po więcej możecie zajrzeć na bloga PHOTODOCUMENT & pinehole o fotografii alternatywnej.

Eugen Wiškovský, Disaster, 1939
Źródło:pineholeandphotodocument.blogspot.com
A jakie są Wasze Czechy?




5 komentarzy :

  1. Och, a propos tych dziwnych coverów -- mam kilka takich płyt, są za zupełny bezcen do zdobycia w większości antykwariatów, a jak się człowiek oswoi z pierwszym szokiem, można się przy nich nieźle bawić (to jednak w większości muzyka taneczna w końcu :)). I bardzo lubię takie gwiazdy-"odpowiedniki". Na przykład Karla Zicha (sama zobacz :)), w którego muzykę się strasznie wciągnęłam (jak wyżej, czarne płyty Zicha są naprawdę w dużych nakładach, więc sprzedają je po kilka koron zazwyczaj).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam ideę śpiewania światowych hitów po czesku i trochę nawet jej zazdroszczę południowym sąsiadom. Zwłaszcza, że niektóre teksty nie są dokładnym tłumaczeniem z angielskiego, ale twórczą interpretacją oryginału.
      Dzisiejsze popołudnie spędzę z Zichem. :)

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że u nas też trochę takich piosenek powstało. Na pewno w latach 90. był taki okres nagrywania po polsku największych hitów (tak mi się co kołacze, ale nie podam szczegółów).
      Cudne popołudnie, Zich jest świetny :)!

      Usuń
  2. Nie mam za bardzo swoich Czech. Moje Czechy to okołograniczne wyjazdy do sklepów i na narty, zwiedzanie Opavy w niedzielę (tak, zamknięte sklepy). Ale i kupowanie butów Baty w sklepach firmowych w Indonezji (dwa sklepy w półmilionowym mieście) bo mieli tam europejską rozmiarówkę. ;)

    Polskei covery (niekoniecznie tylko tłumaczenia) też były. Np RMF FM w 2003 wydało tę płytę: https://pl.wikipedia.org/wiki/RMF_FM_-_Moja_i_Twoja_muzyka Dziwnie się tego słuchało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastyczny jest ten link "Listen to your heart" jako "Widzę Twoją twarz" czy "All by myself" jako "Mniejsze zło". Zupełnie tego nie pamiętam. ;)

      Usuń