środa, 18 maja 2016

Sztuka wskrzeszania, Hernán Rivera Letelier

Patrycja prowadząca cudownego bloga bezszmer napisała niedawno, że w podróż często zabiera ze sobą książki o danym miejscu, że w ten sposób je czuje i oswaja.  Zgadzam się z nią całkowicie. Przeczytane lektury pozwalają więcej dostrzec, lepiej zrozumieć to, co nas otacza. Zwłaszcza, gdy wytkniemy nosa poza naszą małą i komfortową Europę. A że podróże kształcą możemy doświadczyć też odwrotnego zjawiska. Odwiedzone miejsca, zdeptane ścieżki i wdychane powietrze pozwalają lepiej zrozumieć to, co czytamy o danym miejscu. Lepiej wczuć się w klimat czasem ledwie zarysowany między wierszami. Książkę chilijskiego pisarza „Sztuka wskrzeszania” przeczytałam zanim po raz pierwszy w życiu zobaczyłam Atakamę. Podczas podróży całkiem niespodziewanie wracały do mnie sceny z książki, a lektura nawet po upływie kilku tygodni nabrała intensywności. Dostrzegłam w niej wiele szczegółów, które wcześniej mi umknęło. Gdziekolwiek byście nie jechali, zabierzcie ze sobą książkę o tym miejscu. Będzie to dla Was niesamowite doświadczenie.

Hernán Rivera Letelier jest dwukrotnym laureatem chilijskiej Premio del Consejo Nacional del Libro (w latach 1994 i 1996) oraz hiszpańskiej Premio Alfaguara de Novela w 2010 roku za „Sztukę wskrzeszania”. To powieść, którą ciężko jednoznacznie określić i w tym tkwi jej największa zaleta. Historia samozwańczego proroka zwanego Chrystusem z Elqui jest pełna ironii i sarkazmu. Ciężko jest się nie roześmiać, gdy główny bohater próbuje wskrzesić pijaka czy pofrunąć nad piaskami pustyni. Kilkakrotnie. Domingo Zárate Vega nie jest ani piękny, ani mądry, nosi stare ubrania, brudną pelerynę, podarte sandały, nie za bardzo dba o higienę a cały swój dobytek trzyma w papierowej torbie. Nie stroni też od uciech cielesnych. Z radością wręcz przyjmuje wdzięczność wiernych płci żeńskiej. Domingo jest jednak postacią, której nie da się nie lubić. Może wariat, a może nie, ma w sobie szczerość i zapał. Jeździ po Chile w miejsca, których nikt nie chce dobrowolnie odwiedzać. Do miasteczka Syf dociera w poszukiwaniu towarzyszki drogi życia. Magalena to kolejna barwna postać. Pobożna dziwka o dobrym sercu, ulubienica męskich mieszkańców miasteczka  przyjmuje Domingo ze zrozumieniem i choć nie przystaje na jego propozycję podjęcia wspólnej wędrówki nawiązuje się między nimi nić przyjaźni. Wymieniając głównych bohaterów powieści nie można zapomnieć też o Donie Anonimie, który z godną podziwu konsekwencją sprząta pustynię. Letelier lubi swoich bohaterów, i pomimo ich wielu wad i niezbyt atrakcyjnych cech powierzchownych czytelnik nie ma wyboru i też musi ich polubić. 

Machuca, wioska w Chile w okolicach San Pedro de Atacama.
Fot. własna

Oprócz humoru i absurdu oraz wspaniale nakreślonych postaci chilijski autor przemyca w tle ważne społeczne i autobiograficzne wątki. Syf to miasteczko na pustyni, które wszyscy radzą omijać z daleka. Dotrzeć tam można jedynie podążając wzdłuż torów kolejowych. W całości należy do właściciela kopalni saletry, którym jest oczywiście Gringo. Domingo trafia tam w trakcie strajku robotników–mieszkańców w roku 1942. Posądzony o podburzanie zostaje wywieziony poza granice administracyjne miasteczka wraz z Magaleną. Letelier sam pracował w kopalniach, które w XX w. bardzo często były własnością Amerykanów. Robotnicy musieli stosować się do wyznaczonych im przez właściciela zasad i jeszcze przez wiele dziesięcioleci dopominać się o swoje prawa i lepsze warunki pracy.

Warto tę powieść czytać uważnie i powoli, bo mimo że śmieszy do łez, jest w niej prawdziwy obraz północnego Chile pierwszej połowy XX wieku. Zwariowanych bohaterów nie można nie polubić za ich zaangażowanie, szczerość i oddanie. I chociaż akcja dzieje się w miejscu na końcu świata, gdzie nic nie jest ładne, a piasek dostaje się do każdej szczeliny ludzkiego ciała to Letelier opisał je przepięknie, z ogromnym wyczuciem, empatią, wręcz miłością.

Sztuka wskrzeszania, Hernán Rivera Letelier, tłum. Barbara Jaroszuk, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2011.

0 komentarze :

Prześlij komentarz