poniedziałek, 11 stycznia 2016

Podkrzywdzie, Andrzej Muszyński

Bardzo krótko i bardzo subiektywnie

Moja przygoda z tą książką to dowód, że czasem warto słuchać intuicji. Nie zaintrygowały mnie pierwsze, jeszcze przedpremierowe zachwyty. A potem, sama nie wiem dlaczego, dałam się skusić. Skore jest tajemnicza, magiczna i piękna to może mi się jednak spodoba?

Niestety. Opowieść chłopca, który wychowuje się we wsi na skraju Pustyni Błędowskiej, jest pełna fascynujących historii z życia mieszkańców. Pierwsze skrzypce gra dziadek, trochę szalony, nieprzewidywalny, z tajemniczą aurą wokół siebie. Obok niego i chłopca jest babka, która patrzy na wszystko ze stoickim wręcz spokojem. Ich życie jest ściśle powiązane z porami roku i otaczającą przyrodą, szczegółowo zresztą opisaną.

I może właśnie w opisach tkwi problem? Przekombinowane metafory i zdania naszpikowane ogromną liczbą słów mnie nie porwały, a nawet nudziły. Przeszkadzały tak, że nie mogłam znaleźć  rytmu opowieści i dać się jej wciągnąć. Krótkie rozdziały, które na początku  irytowały, koniec końców okazały się zbawieniem. Dawały potrzebną chwilę wytchnienia, by zebrać myśli i z powrotem skupić się na książce.

Rozumiem, że "Podkrzywdzie" wielu zachwyca. To dobra książka, ale wyjątkowo nie moja bajka.

2 komentarze :

  1. Musiałabym się przyjrzeć choć jednemu z tych krótkich rozdziałów, by samej ocenić:)

    OdpowiedzUsuń