wtorek, 20 grudnia 2016

Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z "The Paris Review"

Ten rok minął mi pod znakiem literatury non-fiction. Zupełnie nie rozumiem dlaczego, bo przecież uwielbiam beletrystykę, a zwłaszcza monumentalne powieści (przepiękne „Księgi Jakubowe”). Mile zaskoczyła mnie w tym roku klasyka (ach, ten „Frankenstein”) czy zeszłoroczna debiutantka (Weronika Murek). A mimo to, gdy mam wymienić książki, które zrobiły na mnie największe wrażenie w pierwszym odruchu wymieniam „Żeby nie było śladów” czy „Ciemność”. Do tej dwójki dołączyła ostatnio „Sztuka powieści”, antologia wywiadów, których nie mogę się nachwalić. Z niecierpliwością czekam na wiosenne wydanie rozmów z pisarkami. 

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę? Bo jej lektura jest fantastyczną przygodą, interesującą wycieczką, gdzie co chwilę napotykamy miłe niespodzianki. Nie ma znaczenia czy znacie twórczość wszystkich odpytanych pisarzy. Owszem, wywiady są często ciekawym uzupełnieniem tego, co wiemy o dziełach autorów. Są jednak tak dobrze przeprowadzone, z tak wyczerpującymi pytaniami, że czasem nie trzeba nic więcej. Ja sama czytałam tę książkę nie po kolei. Zaczęłam od tych, których znam i lubię (od Michela przez Javiera po Ernesta) a potem z przyjemnością odkrywałam, co myślą pozostali. 

O czym dziennikarze „The Paris Review” rozmawiali z mistrzami pióra? Przede wszystkim o pisaniu. Ale nie tylko. Można w tej książce znaleźć ciekawostki biograficzne (Marias jest królem), odważne stwierdzenia (Michel o prostytucji, a jakże), gdzie i jak niektórzy piszą albo bardziej intrygujące wywody o zażywaniu kwasu czy zaangażowaniu politycznym. Chyba najbardziej fascynujące są dialogi, w jakie układają się wypowiedzi pisarzy. Niektóre są prowadzone wprost: Iksiński nie zgadza się z podejściem Kowalskiego; większość jest jednak bardziej subtelna: np. dysksusja czy to autor planuje szczegółowo fabułę, czy bohaterowie decydują o dalszym ciągu. Świetne są też postaci innych wielkich twórców, którzy funkcjonują jako punkt odniesienia i przewijają się przez wiele wywiadów. Takim bohaterem jest na przykład Faulkner. 

Tak. To jest kicz. "Les deux marins" Pierre & Gilles, 1993 r.
Źródło: pinterest.com


Właściwie ta książka mogłaby mieć tytuł „Sztuka wywiadu”. Nie dość, że dostajemy krótkie wstępy albo przedstawiające miejsce, gdzie odbywała się rozmowa, albo krótką charakterystykę pisarza, jego zachowania czy dziwnych nawyków, to jeszcze pytania są naprawdę interesujące. To próbka dziennikarstwa z prawdziwego zdarzenia, bez głupich i banalnych pytań. Chciałoby się westchnąć, że takich wywiadów dziś prawie już nie ma. W dodatku, świetnie zachowany jest indywidualny styl każdego z rozmówcy. Wierzcie mi, nie ma dwóch takich samych wywiadów. 

Ogromny ukłon należy się też polskiemu wydawcy i tłumaczom. Przypisy to po prostu długa lista inspiracji bądź jak kto woli przyszłych lektur ze szczegółami: polski tytuł, rok wydania, etc. Ponadto, gdy w wywiadzie pojawia się książka, która ma dopiero powstać, czytelnik dowie się z nich, czy się tak stało i kiedy. Niby nic wielkiego, ale czuć, że wydawca poważnie traktuje odbiorcę.

Wiecie, że kiedy brałam „Sztukę powieści” do ręki byłam wobec niej sceptyczna? Zastanawiałam się, czy to nie jest pójście na łatwiznę, po prostu przetłumaczyć coś, co zrobili inni. Ależ ja się myliłam. Ta książka jest po prostu doskonała pod każdym względem. Bierzcie i czytajcie!

0 komentarze :

Prześlij komentarz